Re: Derby Manchesteru.

Awatar użytkownika
Kamil232
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 8989
Rejestracja: 15 kwie 2005, 13:51
Reputacja: 262

Re: Derby Manchesteru.

Post autor: Kamil232 » 01 maja 2012, 0:23

Zagraliśmy kupę, jedną wielką kupę. Nie to nie była kupa, to było GÓWNO.

Zacznijmy od początku już przed meczem pisałem, że nie podoba mi się i Park i Giggs w pierwszym składzie. Jednego z nich mogłem skumać, zagęszczamy środek pola, wrzucamy trzeciego do środka który ma pomóc rozbijać grę City, ale nie dwóch tak słabawych w tym sezonie. Specjalnie napisałem, żebym puścił Younga zamiast któregoś z nich, bo kumałem, że chodzi oto, żeby i ten lewo skrzydłowy pomagał w środku, więc Young umiejący tam grać też by pomógł. Założenie też pewnie było takie, żeby Giggs pomagał Evrze na skrzydle, tyle że nie nadążał i Evra był tam zbyt często sam. A w ofensywnie nic nie wniósł, o wiele bardziej by tam się przydał Young, który jest szybszy i zrobił by coś w ofensywie, a i w def. mógłby pomóc. Szczerze mówiać to myślałem, ze Giggs zagra przed dwójką Scholes-Carrick, a to Park będzie pomagał na skrzydle. Walijczyk nie nadaje się już kompletnie na skrzydło i dziwie się naprawdę dziwię, że Ferguson go tam posłał. W ogóle ten sezon jest bardzo słaby dla Giggsa i jeśli ma zostać to mam nadzieję, że jako 3-4 środkowy pomocnik, bo na nim gry już kompletnie opierać nie można.

Ferguson dostał słuszna zjebę za plan na ten mecz. Do tego bym dorzucił również brak reakcji na to co się działo. Pisałem już w przerwie Parka trzeba wywalić, bo gra kompletne dno. To nie wiem po co był jeszcze na boisku przez te kilkanaście minut drugiej połowy., kiedy tylko traciliśmy czas. To samo zresztą z Giggsem, czemu Valencia wszedł dopiero koło 75 minuty to nie mogę pojąć. Jak i również brak wpuszczenia na koniec Hernandeza, sorry ten facet tyle razy pokazął, ze ma takiego czuja, że nawet z jaj cośby może strzelił. Takich gości trzeba puszczać na boisko w takim momencie. Szkot wg. mnie za bardzo zaufał doświadczeniu Giggsa i Scholes'a. Akurat Paul nie zagrał źle był jednym z naszych najlepszych, ale Walijczyk był do wymiana nawet i po przerwie, nie pierwszy raz w tym sezonie.

Fergie pewnie liczył, że ich doświadczenie się przyda coś przyniesie, ale na Boga dłużej jak do 60 minuty na to czekać nie można było i trzeba było reagować i to zdecydowanie bardziej ryzykowanie. Można było wszak również zmienić Jonesa, który był kompletnie bezproduktywny w ataku, a jak już nawet się znalazł w dogodnej sytuacji to wrzucał tak żałośnie, że ja bym to lepiej zrobił i wpuścić np. na prawą obrone Valencie. Było pare różnych wariantów, które już wychodziły nieźle. To Szkot czekał i czekal z tymi zmianami co było straszliwie irytujące.

Cóż City było lepsze. Zagrało bardzo dobry mecz. Jakby rozegrać ich skład to każdy po kolei był bardzo dobry albo świetny jak Toure czy Barry, może poza napastnikami. I właśnie to boli, że jednak ten jedyny gol padł po błędzie indywidualnym naszego obrońcy, stałym fragmencie gry tuż przed przerwą. A z gry jednak żadnej setki nie mieli, mieli groźne strzały z dystansu, czy groźne okazje które wyblokowaliśmy, ale jednak setki nie było. A i De Gea nie musiał zbyt często interweniować. Oczywiście zasłużyli na tą wygraną, bo myśmy NIC nie stworzyli, ale mimo wszystko przy odrobinie farta mogło się to inaczej zakończyć.

Przegraliśmy to mistrzostwo frajersko, że to nawet jeszcze do mnie nie dochodzi. Przyznam się szczerze ja już byłem przekonany, że to mamy. Gdzieś tam pojawiała się myśl, że to sport, ze to piłka nożna, no ale myślałem, no nie [k****] United tego nie wypuści, nie wierzę w to. A jednak frustracja jest ogromna i nie ma co tego ukryrwać. Nie tak dawno po meczu z Arsenalem, podsumowywałem nieco pracę Manciniego i chociaż dodawałem tam, ze ewentualne mistrzostwo może jeszcze coś zmienić w ocenie, to jednak sam w to nie wierzyłem, że to możliwe. A Roberto po raz kolejny mi udowodnił, że się mylę co do jego osoby, że jest naprawdę bardzo dobrym menadżerem. Ogólnie całe City pokazało jaja, będąc w takiej cieżkiej sytuacji nie odpuszczając, nie siadając całkowicie jak choćby wielokrottnie w zeszłych sezonach Arsenal gdy miał parę nieciekawych wyników strata do lidera wzrastała to całkowcie siadali. City tego nie zrobiło zacisnęło zęby i czekało na błąd. Pokazali charakter, zyskali wielki szacunek w moich oczach.

Cóż więcej napisać, na podsumowanie sezonu w wykonaniu United przyjdzie czas. Bez wątpienia w środku pola trzeba wzmocnień i to nie jednego. Mogło w tym fatalnym sezonie nam się upiec pomimo tych braków, które widać już gołym okiem mógł być 20 majster, był on na wyciągnięcie ręki wystarczło dowieść wygraną tydzień temu. A jednak zabrakło. Może właśnie tak to jest, że liga to jest liga, że w końcu w którymś momencie te braki muszą wyjść. Mieliśmy również straszliwego pecha(a może po prostu dyletancka ekipe medyczna) i mnóstwo kontuzji, które musieliśmy łatać przestawiając zawodników i improwizując. Tak jak w sezonie 09/10 gdzie nie mieliśmy w ogóle środka obrony w środku sezonu i na koniec zabrałko tych punktów, tak i teraz grając bez środka pomocy czy również obrony, potraciliśmy punkty i teraz ich brakuje. Cóż pewnie wszystko po trochu się na to złożyło.

Bo jednak mimo wszystko mimo tych urazów, mimo tak przetrzebionej kadry, mimo tych wielu braków, prezentowaliśmy się w lidze w tym sezonie wybornie, szliśmy jak burza, mimo tego, że w pierwszej cześci sezonu graliśmy z ręcznikiem w bramce. Tak więc na pewno ten sezon nie był fatalny. Musieliśmy się mierzyć z różnymi przeciwnościami losu, przebudowujemy kadrę i byliśmy tak blisko. Ale cóż w zeszłym sezonie to by może nie przeszkodziło, ale nie w tym kiedy musieliśmy się scigać z taką napakowaną gwiazdami ekipą jak City. Jednak w ostatecznym rozrachunku zabrakło... paru bramek. NIe ma co ukrywać jest to strasznie frustrujące.

EDIT:
A i mi się jeszcze przypomniało. Tym razem mogę podpisać się pod słowami Giggsa o braku walczeności i agresji. Tego co nas charakteryzuje. Pod koniec meczu było pare takich sytuacji, że piłka tam odskoczyła, a paru zawodników których było obok, tak biegło do tego jak nie biegło. Patrzyli co zrobi partner, zamiast zapierdalać. Normalnie to by wszyscy do tego polecieli. Może to brzmi trochę iracjonalnie, ale tak jak by brakowało chęci :roll: Nie było tej duszy, nie było czuć tej ikry, że zaraz to odrobimy, zaraz coś zrobimy, zaraz przynajmniej coś stworzymy. Przecież zawsze nawet jak przegrywaliśmy to jednak pod koniec chociaż jedna groźna okazja była, a tutaj nic, zero, null. Jak pogodzeni z wyrokiem...

Wróć do „Anglia”