Ale wtopa...
Nawsuwałem się jakichś odżywek i od rana kumuluje się we mnie sranie. Dziwna polityka firmy zaopatrzyła piętro w tylko jeden kibel, przez co musiałem odczekać kolejkę kilku osób, stojąc i popierdując już z przepełnienia. Wbijam potem na tron i zaczyna się jazda. Wapno, gruz, wszystko z weekendu leci, do tego pierdulce towarzyszące tej czynności rozlegają się na cały korytarz, dantejskie sceny sie dzieją. Kończe dzieło, spocony z bolącą dupą wyłażę, jeszcze wrót nie zamknąłem a tu wbija na moje miejsce najlepsza lufa we firmie. Planowałem z nią się kiedyś umówić - planowałem, bo po tym co ją zastało moje szanse zostały chyba przekreślone. Potem sprawdzę czy nie leży gdzieś nieprzytomna. Co za kurva niefart z rańca...



