Wydaje mi się, że niektórzy przesadzają mówiąc, że zwycięstwo Chelsea = porażka futbolu, antyfutbol etc. ale to tylko moje zdanie.
Według mnie to był najbardziej ekscytujący finał LM od czasów meczu MU - Chelsea. Przez cały mecz nie było wiadomo, kto strzeli decydującą bramkę. Niewątpliwie bliżej osiągnięcia celu był Bayern, jednak jest zawodnik, który zawiódł szczególnie w tym meczu. I nie chodzi tu o Robbena, tyllko o Mario Gomeza. Gość ma podobne warunki fizyczne do Drogby, jednak na razie jest wdg mnie gorszy o klasę. Nie widziałem w tym meczu, żeby Mario potrafił kogoś minąć, zastawić się, czy też dojść do sytuacji strzeleckiej. Miał jedną sytuację, którą spaprał.
Podobnie w przypadku Muellera, który do bramki dla Bayernu był niewidoczny. Za tę porażkę nie winiłbym Robbena, bo widać, że starał się za dwóch.
Kolejnym aspektem była niewątpliwie postawa obu zespołów w obronie. Nie widziałem nikogo, kto zagrałby słaby mecz u obu drużyn w defensywie. Czy to Tymoszczuk ustawiony eksperymentalnie w defensywie, czy para Luiz-Cahill nie zbierająca najlepszych not. Nawet Van Buyten uważany za sabotażystę był pewny po wejściu na murawę.
Naprawdę, ten mecz był arcyciekawy, a Chelsea wygrała także dzięki ławce rezerwowych, bo Torres wyglądał bardzo dobrze, a Olic nie był w stanie pokonać zmęczonego Bosingwy.
Tyle z mojego pierwszego posta, mam nadzieję, że nie jest zbyt skomplikowany i nie zawiera błędów



