Re: Finał LM 2011/2012 Bayern Monachium - Chelsea Londyn

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: Finał LM 2011/2012 Bayern Monachium - Chelsea Londyn

Post autor: Morrow » 20 maja 2012, 16:08

No i coś ode mnie. Gratulacje dla Chelsea za wygranie LM wbrew wszystkiemu i wszystkim. Ktoś kiedyś wymyślił zasady tego sportu w ten sposób, że wygrywa ten, który częściej wbije piłkę do bramki przeciwnika. Wczoraj a także w dwumeczach z Barceloną i Napoli piłkę częściej wbijali piłkarze Chelsea dlatego to oni unieśli puchar i dlatego to oni są uśmiechnięci na zdjęciach wrzuconych przez poprzedników. Nie rozumiem tekstów o triumfie antyfutbolu, czy o tym, że The Blues wygrali LM niezasłużenie. Sami sobie wydarli ten sukces mimo, że w przebiegu sezonu bardzo ciężko było upatrywać w nich faworyta, nikt im nie pomagał, sędziowie nie przepychali przez kolejne rundy, rywale się nie podkładali. Wygrali LM bo zrobili wystarczająco dużo żeby na końcu unieść puchar, czasem nadrabiali braki ambicją i walką, czasem uśmiechało się szczęście a czasem decydował błysk indywidualności. Chelsea najsłabszym triumfatorem LM od lat? Być może ale rywale widocznie musieli być jeszcze słabsi a także najsłabsi od lat bo nikt przecież nie kazał Manchesterom się kompromitować w fazie grupowej ani Barcelonie czy Bayernowi nikt nie zabronił wyeliminować Londyńczyków i sięgnąć po trofeum. Styl? Piłka nożna to nie łyżwiarstwo figurowe, tu nie przyznaje się punktów za styl, sposób gry Chelsea można lubić albo nie ale trzeba przyznać, że była to skuteczna metoda na wygranie rozgrywek.

Wczoraj dostaliśmy dobre widowisko. Dramatyczne, ze zwrotami akcji, z przewagą Bayernu i błyskiem Drogby. Podejrzewam, że był to dużo ciekawszy mecz dla postronnego kibica niż poprzednie finały gdzie mieliśmy jednostronne spotkania ze zdecydowaną przewagą czy to Barcelony czy Interu i tłem w postaci rywali. Bayern miał wszystko co trzeba żeby wygrać ten finał, swój stadion, dobre okazje, poważnie osłabionych rywali w formacji, która w głównej mierze dała im awans do finału a mimo to nie wykorzystali tego, pretensje i żal mogą mieć wyłącznie do siebie. Zupełnie niezrozumiała dla mnie decyzja o strzelaniu karnego przez Robbena. Zawiódł już kompletnie w tym sezonie w takim momencie, karne uderza zwykle podobnie a w dodatku grając na takiej a nie innej pozycji przez tyle minut musiał być nieźle wyeksploatowany.

Po golu Muellera nic w zasadzie nie wskazywało na to, że Chelsea może wrócić do gry ale właśnie wtedy decydują detale a takim była obecność Drogby na boisku. To co mi się podobało w tym meczu to to, że widziałem w obu drużynach tak ogromną wolę wygrania tego meczu jakby od tego zależały losy świata. Dla przykładu, niestety nie widziałem tego rok temu w przypadku MU, który został zdeklasowany ale nie próbował podjąć rękawicy tylko czekał na końcowy wyrok. Wczoraj Bayern dominował, przez długą część drugiej połowy pachniało golem dla Bawarczyków a mimo to Chelsea ani przez chwilę nie zwątpiła. Tak jak nie poddali się kiedy Napoli strzeliło gola na Stamford, tak jak nie poddali się gdy Barca wygrywała 2:0 na CN i stracili Terry'ego tak nie poddali się wczoraj. Za to brawa i szacunek.

Karne to specyficzny sposób wyłaniania zwycięzców. Schweinsteiger nie wytrzymał, kiedy próbował to strzelić na dwa tempa byłem pewny, że nie trafi ale pudłowali wielcy przed nim a wielu wielkich jeszcze spudłuje po nim. Cech od siebie też sporo dołożył i dla mnie to on był bohaterem.

Trudno było mi się ustosunkować do tego finału. Z jednej strony, jak to zwykle, serce w takich przypadkach za angielską drużyną i teoretycznie słabszymi a z drugiej gdzieś odzywa się dusza romantyka krzycząca, że jestem przeciwny wygrania LM przez kluby budujące swoją potęgę w ekspresowym tempie za pomocą wujka z Rosji/Arabii/cholera wie skąd. Nie mam jednak po tym sukcesie The Blues jakichś problemów i mam podejście, które idealnie opisał Chłopaczek.

Ciężko powiedzieć co zrobił Di Matteo, z jednej strony podejmował zupełnie nielogiczne decyzje jak ustawianie Ramiresa na skrzydle, z drugiej wprowadził dobrą atmosferę w szatni i przywrócił chemię. Ciężko powiedzieć na ile to była tu jego ręka i warsztat a na ile dał po prostu tej drużynie grać to co chciała i wypracowywała od czasów Mourinho. Efekt jednak jest taki, że ani Mourinho, ani Hiddink, ani Scolari, Villas - Boas, Carlo czy Grant a właśnie Włoch traktowany od początku jako tymczasowa opcja i to w dodatku z góry skazana na porażkę dał Romkowi pierwszą LM. Jaka przewrotna jest ta piłka.

Wróć do „Puchary Europejskie”