Do finału LM uznawałem sukces Juve za największą niespodziankę sezonu. Teraz po finale sukces Chelsea zdecydowanie zdystansował swoją "niespodziankowatością" osiągnięcie Starej Damy.
Juventusowi sprzyjały okoliczności natomiast Blues zwyciężyli LM mimo, że właściwie okoliczności zawsze kiedy mogły to im nie sprzyjały.
Poczynając od ciężkiej do odrobienia porażki z Napoli (czyli drużyną, która jak może grać z kontry to jest wręcz zabójczo groźna), poprzez rewanż na Camp Nou (czy ktoś przy zdrowych zmysłach powiedziałby pod koniec pierwszej polowy, że to Anglicy awansują - a przecież był jeszcze karny...) aż do finału przeciwko Bayernowi w Monachium, tracąc bramkę w 82 minucie, i dostając karnego na początku dogrywki.
W sumie można dodać, że w konkursie rzutów karnych mając naprzeciwko siebie genialnego Neuera, który jest jednym z może trzech bramkarzy na świecie o których można powiedzieć, że umieją bronić karne no i pudłując już pierwszy strzał.
No więc co można powiedzieć? Blues mieli tak niewyobrażalnie dużo szczęścia, że aż ciężko to sobie wyobrazić!
Ale czy to źle? Szczęście jest ważnie na tym poziomie rozgrywek i pod tym względem Londyńczycy pobili wszystkich na głowę
Moim subiektywnym zdaniem zarówno Barca w półfinale jak i Bayern w finale były lepsze jeśli chodzi o kwestie czysto piłkarskie, ale to Blues wykazali się większą determinacją i w zdobyli najcenniejsze trofeum w klubowej piłce.
No i o ile Chelsea nie lubię to cieszyłem się, że Drogbie udało się wreszcie wygrać jakiś finał



