Wczoraj już miałem o tym pisać, ale potem zapomniałem. Niech najpierw wygrają z Aussie, a nie wy tutaj gadacie o złocie i o drabince. Mówiłem kiedyś, że na siatkarzach już się parę razy przejechałem i do końca im nigdy nie zaufam i dziś mam kolejne potwierdzenie. Przez IO jak był pomponowany balonik to mówię, że niech przywiozą nawet brąz to będzie sukces. W tych gościach zawsze jest coś co sprawia, że w każdej chwili mogą dać dupy. Pamiętam spodek 2000 i porażke z Holandią mimo prowadzenia 23-17 przy stanie 1-2 dla holendrów co by doprowadziło do tie breaka. Pamiętam serbie i 2-0 i prowadzenia 22-17 i wpierdol. Pamiętam wygrane w MŚ 2002 bodaj z Ruskimi i potem wpierdole z jakimiś Portugalcami. Pamiętam fatalne mistrzostwa Europy po vicemistrzostwie świata, pamiętam tragicznie mistrzostwa świata po ME. W tych typach coś takiego jest, że nagle mogą zacząć grać jak ciołki i przegrywają frajersko, cholera wie dlaczego. Myślałem, że po tych paru ostatnich udanych imprezach z rzędu to już umknęło, ale wychodzi na to, że nie



