Ma 33 lata, 204 mecze ligowe rozegrane w barwach Białej Gwiazdy i status żywej legendy. On sam twierdzi, że na takie miano nie zasługuje, bo prócz intelektu i mądrości cechuje go prawdziwa skromność. Zapraszamy na alfabet skojarzeń Arkadiusza Głowackiego.
A jak Amelia - Jak każdy ojciec - córkę kocham miłością absolutną. Nie wiem, czy wiecie, ale za dwadzieścia parę dni spodziewamy się wraz z żoną drugiej córeczki, w związku z czym tę miłość trzeba będzie rozdzielić pomiędzy obie dziewczyny. Jedno jest pewne, dla każdej z nich pokładów prawdziwego uczucia na pewno nie zabraknie.
A jak audiencja u Jana Pawła II - Byłem nawet na dwóch audiencjach i szczerze mówiąc tę pierwszą wspominam nawet mocniej niż tę z czasów, gdy grałem już w Wiśle. Wcześniej, mając może 10 lat, byłem na audiencji prywatnej z SKS-em 13, z moją klasą sportową. Pamiętam to wydarzenie bardzo dobrze, bo miałem to szczęście, że podczas modlitwy, w takim półokręgu, kiedy klęczeliśmy, Ojciec Święty stał pośrodku i to właśnie mnie trzymał swą ręką za głowę.
B jak Borussia Dortmund (Arek był w niej testowany w 1998 r.) – Generalnie, po kilku latach gry i zdobyciu pewnych doświadczeń, nie polecam wyjazdów na testy. Wydaje mi się, że jeśli jakiś klub jest zainteresowany jakimś zawodnikiem, to po prostu go kupuje. Byłem wtedy młodym graczem, chciałem poczuć wielką piłkę i wybrałem się na wycieczkę do Dortmundu. Liczyłem, że coś z tego wyniknie. Po kilku dniach treningów okazało się jednak, że łatwo nie będzie. Akurat te testy wspominam bardzo fajnie, bo w liczącej się wtedy w Europie Borussii występowali tacy zawodnicy jak Stéphane Chapuisat czy Andreas Möller. Zdarzyło się nawet, że od tego pierwszego dostałem siatkę podczas gry w dziadka. Było jeszcze parę innych testów, ale tak jak mówiłem wcześniej – nie polecam.
http://wislalive.pl/news/od_a_do_z_____ ... wacki-901/



