Ciężko znaleźć na naszym polskim podwórku muzycznym takiego singla, jakim jest Rafał Żak. Człowiek orkiestra, od początku do końca tworzy swoje utwory , pisze do nich teksty i wszystko to z pełnym zaangażowaniem i profesjonalizmem. Pod ciekawym szyldem Ordinary Brainwash, kryje się przedstawiciel pokolenia ’89, na co dzień także student Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Markowy znak jakości wystawiła mu muzyczna Trójka w programie ,,Minimax’’ Piotra Kaczkowskiego w 2008 roku, prezentując utwór Ordinary Brainwash. A jak wszyscy wiedzą Kaczkowski byle kogo na eter nie wpuszcza. Nie musieliśmy długo czekać. Ambitny kompozytor już rok później mógł się cieszyć dużym sukcesem swojego debiutanckiego krążka Disorder in My Head. Zebrał on wiele pozytywnych recenzji , ale artysta nie spoczął na laurach tylko konsekwentnie zabrał się za tworzenie kolejnego dzieła, które wydał już w 2010 roku pod nazwą Labeled out loud. Opłaciło się. Żak zbierał dobre recenzje w Polsce i za granicą, a magazyn Metal Hummer dodał go do swojej play listy ulubionych wykonawców.
I oto znowu doczekaliśmy się jego nowego dzieła. ME 2.0 to coś innego niż poprzednie nagrania. Wielu porównuje go do znanego szerzej w Wielkiej Brytanii zespołu ,,Porcupine Tree’’, a samego Rafała chce nazywać Wilsonem 2.0. Ale to nie do końca prawda. To bardziej subtelna stylizacja w kierunku Indie Rock, Exhibirock, niż nawykowe szufladkowanie tego typu brzmień pod tabliczkę z napisem Progress Rock. I to już demaskuje stawiane Żaka na równi z wykonawcami z Wysp, podbijającym świat Gotye czy Hearts. Tym samym spokojnie oddalam pozew o przypinanie już na początku OB łatki samego nawet następy Wilsona.. Dużo tutaj wybrzmiewających jakby się zdawało w nieskończoność, mięsistych, soczystych riffów gitarowych, solówek oraz doskonałego piana. Mamy tu pierwiastek perfekcji, który sprawia że przed około 50 minut nie chce się ściągnąć słuchawek tylko płynąć ścieżką dźwiękową, która jak sam artysta przyznaje ma całkowitą spójność liryczną. Przede wszystkim daje dużo plusa za gitarę, górującą nad wszystkim i świetnie spajaną z innymi instrumentami wplatanymi w tło.
Trzeba też w pełni zgodzić się z opinią, że jest to w dużym stopniu krążek osobistych przemyśleń i relacji ze światem, gdzie artysta pokazuje nam trochę siebie samego. Teksty z którymi przychodzi się mierzyć na tym albumie, nie są naładowane pozytywnym przesłaniem. Wszystko to spaja w całość obraz symfonicznego brzmienia, dużego ładunku dźwięku, jak choćby w utworze Unbirthday. Jest też dużo nietuzinkowych ballad, które zwyczajnie nie nudzą się po jednym przesłuchaniu. Do miana takich kawałków zaliczam Homesick i Don’t Lock Back Włączając utwór Something New, trzeba trzymać się mocno siedzenia, albo najlepiej położyć się wygodnie i zgasić światło, bo można odpłynąć, unieść się w powietrze i zapomnieć o wszystkim gdy otuli nas przecudowna bluesowa solówka. Tej płyty najlepiej słuchać w samotności.
Wszystko od początku do końca wydaje się przemyślane. Album bardzo równy, nie jest hitem jednego sezonu, jego harmonia i ogólny wydźwięk chociaż stworzony przed młodego człowieka, jest lata świetlne przed innymi ‘wyjadaczami’ naszej jakże obecnie skromnej zresztą branży muzycznej. Uderza mnie od początku nastrojowość i klimatyczność całego dzieła. Nawet jeśli Żak wplata czasem między wszystko elementy elektronicznego dźwięku. Po prostu chce się wziąć pióro i zacząć pisać wiersze, albo nie myśleć o niczym i tylko zapaść w słodki letarg przeplatany kojącymi solówkami gitarowymi, zatopić się w to wszystko razem z wykonawcą. Ale żeby nie było aż tak kolorowo-można by się czepiać, że niektóre utwory zbyt długo trwają, że trochę zbyt wiele przeładowania np. jak na mój gust elektronicznych wstawek (jak choćby w ,,Something New”). To jednak i tak nie odbiera Żakowi nieprzeciętnych umiejętności we wprowadzaniu swoich pomysłów w życie. Ta muzyka jest wyznacznikiem, drogowskazem w jakim kierunku powinien zmierzać każdy wartościowy muzyk. I na pewno także słuchacz. Przy tej płycie nasze uszy odpoczną od codziennej ‘łupanki’ stacji muzycznych.
Ordinary Brainwah polecę każdemu kto lubi mierzyć się z prawdziwą muzyką, bo jakże powiedzieć coś innego o tym projekcie. Jest na niej wszystko czego trzeba dobrej płycie. To dobry, emocjonalnie wyrażony rock. Trzeba wyłapywać takie perły. Po wysłuchaniu całej płyty na pewno nie jeden gitarzysta weźmie do ręki gitarę by zaczerpnąć od niego kilka riffów. Miejmy nadzieję, że muzyk zdecyduje się na trasę koncertową bo wydaje się, jakby to mogło być kolejnym ciekawym projektem jeśli chodzi o tego młodego człowieka. Miejmy nadzieję, że znajdzie się tez kilku innych muzyków chcących pójść za nim ślady.
Oczywiście większość kawałków do odpalenia na YT



