Pamiętajcie, nawrót choroby demokracji jest dzisiaj bardziej realny niż kiedyś. W czasach, gdzie Kaczyński ukrył swoją prawdziwą twarz i wykorzystuje tanie sztuczki, przypominajcie o tym każdemu, tego nigdy za wiele.Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy od lat wyprzedziło w sondażu Platformę Obywatelską – to polityczna wiadomość tego tygodnia. W reakcji na ten sensacyjny wynik usłyszeliśmy już głosy, że nadchodzi "wiatr zmian", który zmiecie PO i ponownie wyniesie do władzy partię Jarosława Kaczyńskiego. Jeden sondaż to jednak za mało, by można było mówić o prawdziwym przełomie. Takiego trwałego przełomu można za to szukać gdzie indziej – w statystykach poparcia młodych dla partii politycznych.
We wrześniu ubiegłego roku podobną sensację, jak teraz przy okazji sondażowego skoku PiS, wywołała informacja, że młodzi ludzie, którzy zapewnili PO wyborcze zwycięstwo w 2007 roku, teraz wolą Jarosława Kaczyńskiego i spółkę. Od tamtej pory w grupie wiekowej od 18 do 24 lat PiS regularnie notuje popularność większą od PO. W czerwcu tego roku różnica w poparciu młodych dla PiS i PO wyniosła aż 10 punktów proc.
Skąd taka skala porażki "platformersów"? Nawet oni sami przyznają, że z braku strachu przed powrotem "IV Rzeczpospolitej". – Ten mały ubytek w poparciu wystąpił właśnie dlatego, że ci, którzy w latach 2005-2007 mieli po kilkanaście lat, nie mogli w sposób praktyczny przekonać się, jak wygląda państwo nastawione na inwigilację, śledzenie obywateli, państwo, które mówi, co jest dobre, a co nieetyczne – mówi w rozmowie z naTemat Adam Szejnfeld, poseł Platformy Obywatelskiej.
Podobną diagnozę stawia dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Nawet jeśli ktoś pamięta "IV RP", to nie na tyle, żeby to był dla niego straszak. Ten projekt Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie będzie dla dzisiejszych 18-latków tym, czym jest dla starszego pokolenia, czyli zamordyzmem – stwierdza.
Ci, którzy dziś wchodzą w dorosłość i zyskują prawo do głosowania, w okresie rządów Kaczyńskiego mieli ledwie po 13, 14 lat. Nie trudno się więc dziwić, że reagują zdziwieniem i niezrozumieniem, kiedy mówi się o "zjadaniu przystawek", "doktorze G.", "gwoździu Ziobry", "łże-elitach" czy nawet o słynnym już "układzie". – Ta retoryka przypominania takich określeń przez Platformę Obywatelską już tej partii nie pomoże, bo dla młodzieży to zamierzchła historia – zwraca uwagę Pietrzyk-Zieniewicz.
W pewnym sensie "IV Rzeczpospolita" jest dla dzisiejszych 18-latków tym, czym hasło lustracji dla osób, które wychowały się po obaleniu komuny. – Zdecydowana większość moich studentów w temacie lustracji miała do powiedzenie tylko tyle, że to już historia i nie trzeba już tego odgrzebywać – dodaje politolog.
Ilona Klejnowska, 25-latka pracująca w biurze prasowym PiS, przed wyborami parlamentarnymi z 2011 roku przekonywała młodych, że głosowanie na tą partię to nie obciach, ale działanie "cool i jazzy". Wtedy się nie udało, formacja Kaczyńskiego wybory przegrała. Jak twierdzi Klejnowska, straszak w postaci "IV RP" zadziałał wtedy po raz ostatni. – Dzisiaj nawet jeśli młodzi wynieśli pewne informacje o tym projekcie z domu, są w stanie je szybko weryfikować. I robią to, co widać w sondażach – mówi naTemat.
Skoro straszak w postaci hasła budowy nowego państwa już nie działa, to może PO da swoim wyborcom już na zawsze zapomnieć o "IV RP"? Wykluczone. W ostatnich dniach znów pojawiła się informacja, że klub Platformy rozpocznie zbieranie podpisów pod wnioskiem o postawienie przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, właśnie za działania w latach 2005-2007. Poza tym, jak mówi Adam Szejnfeld z PO, przypominania nigdy dosyć.
– Skoro młodzi nie pamiętają "IV RP", bo po prostu nie mogą, to trzeba im przypominać te praktyczne nawroty choroby demokracji. Lata 2005-2007 powinno się pokazywać jako rodzaj zagrożenia, które wciąż może nastąpić – zaznacza Szejnfeld.


