Tu nie chodzi o 'grac kogos kim sie nie jest', tylko o usuniecie z siebie [ch**] nalecialosci, bedacych efektem tego, co wpaja nam np. matka (badz mily, grzeczny, usluguj, traktuj z mega szacunkiem, nie obrazaj, etc.). Dla mnie wlasnie to jest manipulacja - kiedy facet zachowuje sie normalnie przy kumplach, a przy dziewczynie udaje grzecznego, kochanego pluszowego misia, typowa pizde - czy wtedy jest soba? Nie.
Ja np. gdyby nie rzeczy, ktore przeczytalem, w zyciu bym nie wpadl na to, ze z naprawde atrakcyjna kobieta mozna sie mocno draznic, nasmiewac, byc wyzwaniem - a ona, nawet nie tyle ze ja to nie denerwuje, to wrecz przeciwnie, oczy jej sie robia szerokie z radosci, bo 9/10 facetow potrafi tylko jej sie podlizywac, a wreszcie spotyka cos innego. Mozna ew. wziac poprawke na to, ze nie mialem w zyciu ojca i nikt nie mogl mi tego powiedziec, ale tak czy inaczej - to co przeczytalem zmienilo dosc mocno moje zycie.
Edit: Ew. wez jeszcze pod uwage, ze Twoje zycie moglo sie tak potoczyc, ze faktycznie te wszystkie rzeczy sa oczywistoscia. Ale uwierz, jest masa ludzi, dla ktorych to jest bardzo dalekie od tego, co maja w glowach - polecam wizyte na jakiejkolwiek Politechnice



