Dziwny jakiś jesteś, może masz zły dzieńbartbuks pisze: franz napisał(a):zagada przez młodzieńca z żelem na włosach, w rurkach (jakie wrzucał tu bartbuks/Chlopaczek) i diamencikiem w uszku, to pewnie miał być ten "wyróżniając się style mężczyzny z klasą" - jak dla mnie, słowem "pizda" jak się patrzy
Nigdy nie miałem żelu na włosach, kolczykami u facetów gardzę. Widzę, że kolega ma problemy z akceptacją faktu, że nie każdy wygląda jak neandertalczyk i nie każdy lubi styl chłopaka z blokowisk, czyli dresiarza, który w jeansach chodzi od święta, a mocny jest zazwyczaj z kolegami na osiedluNie oceniaj po wyglądzie, bo kiedyś możesz się mocno zdziwić...
"Piąte przez dziesiąte" wspomniałem o spodniach, który Ty albo Chłopaczek (nawet nie pamiętam który z Was) wrzucaliście w domku, dawno temu i które akurat przypadkiem miał na sobie ten gość, nic nikomu nie sugerowałem, a Ty już tłumaczysz się z żelu na włosach i kolczyków (uderz w stół, a nożyce się odezwą?) + robisz mi psychologiczny wykład o tym jakie to mam rzekomo problemy z ubiorem i że niby ze mnie jakiś neandertalczyk/dresiarz z blokowiska mocny w gębie z chłopakami z osiedla
W jeansach rzeczywiście chodzę od święta, bo na co dzień preferuje/pośrednio jestem zmuszony do eleganckiego ubioru
Jeśli chodzi o kolesi w żółtych/różowych rurkach (swoją drogą, to musi być strasznie nie wygodne i szkodliwe dla zdrowia/płodności - no chyba ze ma się Azjatyckich przodków
maestro pisze:Oczywiście to co napisali koledzy wyżej, to prawda w dłuższej perspektywie, perspektywie spędzenia z kimś życia ale tu chodzi o coś innego i idealnie ujął to Chłopaczek. Są różni ludzie, różne charaktery, różne doświadczenia, nie każdy rodzi się z tym czymś i jeśli takie poradniki pomagają komuś się przełamać, zdobyć pewność siebie, zrobić pierwszy krok, to nie widzę w tym nic złego ani śmiesznego
Duch pisze:I to właśnie chodzi. Tylu chłopaków się marnuje przez to, że mają jakąś blokadę i przed zrobieniem odpowiedniego kroku dzielą włos na czworo, analizują i za nic w świecie nie dopuszczają do siebie myśli, że mogłoby im się udać. Nie nazwałbym ich pizdami, ale czasami poziom nieśmiałości, czy nieobycia w damskim towarzystwie jest tak duży, że przeczytanie jednej czy drugiej pozycji może dać jakiegoś wymiernego kopa.
Cóż na głębsze studiowanie kwestii tych kursów i owych podręczników nie mam chęci ani czasu (mam za to ambitniejsze lekturycru pisze:Franz, musiales trafic na strasznie niskich lotow przyklady ksiazek/materialow, skoro piszesz takie rzeczy. Jest w necie masa gowna typu 'rozjeb sie jak najszerzej w fotelu to bedziesz samcem alfa', ale dlatego dalem przyklad ksiazki napisanej z SENSEM, nieglupiej, ktora tych glupot nie zabiera. Jak Ci sie nudzi, rzuc na nia okiem i powiedz mi, co w niej jest manipulacja czy oszukiwaniem siebie.
Tu nie chodzi o 'grac kogos kim sie nie jest', tylko o usuniecie z siebie [ch**] nalecialosci, bedacych efektem tego, co wpaja nam np. matka (badz mily, grzeczny, usluguj, traktuj z mega szacunkiem, nie obrazaj, etc.). Dla mnie wlasnie to jest manipulacja - kiedy facet zachowuje sie normalnie przy kumplach, a przy dziewczynie udaje grzecznego, kochanego pluszowego misia, typowa pizde - czy wtedy jest soba? Nie.
Ja np. gdyby nie rzeczy, ktore przeczytalem, w zyciu bym nie wpadl na to, ze z naprawde atrakcyjna kobieta mozna sie mocno draznic, nasmiewac, byc wyzwaniem - a ona, nawet nie tyle ze ja to nie denerwuje, to wrecz przeciwnie, oczy jej sie robia szerokie z radosci, bo 9/10 facetow potrafi tylko jej sie podlizywac, a wreszcie spotyka cos innego. Mozna ew. wziac poprawke na to, ze nie mialem w zyciu ojca i nikt nie mogl mi tego powiedziec, ale tak czy inaczej - to co przeczytalem zmienilo dosc mocno moje zycie.
Edit: Ew. wez jeszcze pod uwage, ze Twoje zycie moglo sie tak potoczyc, ze faktycznie te wszystkie rzeczy sa oczywistoscia. Ale uwierz, jest masa ludzi, dla ktorych to jest bardzo dalekie od tego, co maja w glowach - polecam wizyte na jakiejkolwiek Politechnice
Jeśli, to ma pomóc tym nieśmiałym chłopcom, albo kolesiom z Politechniki (swoją drogą znam bardzo dobrze dwóch absolwentów PW i nie maja żadnych problemów z kobietami - wprost przeciwnie), jeśli ma być to przełamanie błędów wychowawczych/wpojonych kompleksów to OK. Tylko żeby podchodzić do tego z dystansem, rozsądkiem, nikogo nie krzywdzić (szacunek do kobiet/bliźniego swego przede wszystkim! - a mam wrażenie, że tego rodzaju "techniku uwodzenia" pomijają ten aspekt i zmierzają do uprzedmiotawiają kobiety). Choć mi wydaję się, że dla wyżej opisanych celów skuteczniejsze będzie "samo życie", praktyka, porady przyjaciół starszych (bardziej doświadczonych).
Obawiam się też, że pod zbyt dużym i nie racjonalny wpływem tych treści Ci chłopcy mogą zamienia się właśnie w takich żeglownych pseudo amantów. Wszystko z umiarem, bo przy bezrefleksyjnym stosowaniu tych "porad" na prawdę powstaje groteskowa/żałosna postać
Tak swoją drogą, to co widzicie w Tym podchodzeniu do zupełnie obcych/anonimowych kobiet? Przecież każdy w swoim środowisku społecznym, kręgu znajomych, przyjaciół, szkole, uczelni, pracy, klubie ludzi o tych samych zainteresowaniach/miłośników filmów itd. ma masę znajomych dziewczyn, które są ładne i mądre. Więc po co zgadywać obce baby? Przecież tego rodzaju selekcja opierająca się tylko i wylącznie na wyglądzie jest ryzykowna, bo co gdy okaże się za dana kobieta jest głupia/wredna/zaborcza/pusta jak bęben maszyny losującej po zwolnieniu blokady, zaś w gronie nawet dalszych znajomych wiesz już, czy dana kobieta oprócz fizjonomii ma coś do zaoferowania, a na ulicy?


