Sezon już ruszył. Lakers po dwóch dniach mają komplet dwóch porażek z przebudowaną i niekompletną ekipą Dallas i z nowo budowaną ekipą Portland. Nie napawa to optymizmem. Patrząc na grę Lakers nie wierzę w to, że w składzie są Kobe Pau czy Nash. Ciężko się na to patrzy, szczególnie na defensywę, a przecież doszedł Dwight Howard. Nie wiem co się musi stać ale życzę sobie, żeby jak najszybciej Jerry, Jim namówili swoją odpowiednio córkę i siostrę Jeanie do powrotu Phila na ławkę. Już drugi rok trzeba się męczyć z Brownem na ławce. Jego pomysły to totalna klapa.
Więcej niespodzianek nie ma. Miami od początku wygląda dobrze z nowymi Allenem i Lewisem z ławki. Boston musi zgrać lepiej ławkę, bo najlepiej zaprezentował się Barbosa a on jako ostatni dołączył do drużyny.
Wygranymi wystartowały ekipy 76ers i Pacers mimo ubytków w kadrach swoich liderów- odpowiednio Grangera i Bynuma.
Clippers pokazali to co może im pomóc w walce o najwyższe cele czyli głębie składu... a grali bez Billupsa, Barnesa i Granta Hilla.
Dobrze w debiutach zaprezentowali się debiutanci: Lillard(6), Waiters(4), Anthony Davis(1) czy Valanciunas(5-2011).
Wydarzeniem był także debiut Lina a przede wszystkim Hardena w Houston. Jeśli Lin zagrał dobrze to Harden zaliczył niemal idealny debiut- 37 punktów, 12 asyst, 6 zbiórek, 4 przechwyty, blok i 4 straty. Chyba po to właśnie przeszedł, żeby mieć drużynę we własnych rękach i być jej prawdziwym liderem. Ogólnie nowe Rakiety wyglądały dobrze statystycznie na tle Detroit. Harden, Lin, Asik, Delfino. Trzeba będzie obserwować jak będzie ta ekipa się zgrywała i jakie będzie osiągać wyniki.
Start sezonu to także końcówka z podpisywaniem kontraktów zawodników z draftu 2009.
Praktycznie cała czołówka tej klasy ma nowe umowy.
Harden max 5lat/80mln$
Taj Gibson 4/38mln$ chyba najlepszy interes z ostatnich umów
Jrue Holiday 4/41mln$
DeMar DeRozan 4/40mln$
Stephen Curry 4/44mln$
Ty Lawson 4/48mln$
Bez nowej umowy z zawodników co coś już zwojowali na parkietach NBA pozostali Tyreke Evans, Brandon Jennings i Jeff Teague.



