A ostatnim filmem, który jako tako "zrył mi banie" (aczkolwiek ciężko o czymś takim pisać bo każdy ma inne podejście i niektórzy będą zaskoczeni po takim "Stay" a inni nie) był "Dogville" Larsa von Triera, a oglądałem to ze 2-3 lata temu. Znakomite kino psychologiczne i jeszcze ta teatralna konwencja filmu zachwycająca. Od tamtej pory raczej żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia pod tym względem - może minimalnie "Krótki film o zabijaniu" Kieślowskiego.



