Morrow pisze:
Wiele można powiedzieć o kibicach Arsenalu ale na pewno nie to, że są kibicami sukcesu

Ja tam jestem dumny z bycia Kanonierem. Kibiców Chelsea pytam się, czy naprawdę kibicowali ligowemu przeciętniakowi, którym byli The Blues kiedy ja zaczynałem swoją przygodę z Arsenalem. Z kibicami City w ogóle nie mam o czym rozmawiać, bo ci tułali się wtedy po L1 (ówczesne Championschip) i w 90% fani Niebieskich i Obywateli pojawili się jak sępy na zapach ruskich i arabskich dukatów. Kibice Barcelony... zdaje się że chodzili za łebka po osiedlu w koszulkach Raula i Beckhama. Tylko wobec fanów Man United czuję się nieco przegrany, ale wiele lata porażek uczy człowieka pokory i szacunku dla zwycięzców.
Takie mamy czasy, że w dobie ogólnodostępnego internetu dla każdego debila, rozmnożyli się prześmiewcy sądzący że sport polega na odnoszeniu sukcesu za wszelką cenę (co z tego że rywal wyleciał z boiska za dotknięcie mojego gracza w szyję - wygraliśmy to niech frajer spada), braku poszanowania dla rywala (Ronadlo strzelił 40 goli w sezonie? Co za cipa i cienias, przecież Messi strzelił 41!), chorej napinki polegającej na dowartościowaniu się (mam 12 lat i 'kibicuję' Barcelonie która wszystko wygrywa, więc fan Liverpoolu z 20-letnim stażem jest dla mnie nikim, jestem od niego lepszy i fajniejszy bo mój klub jest mocniejszy od jego). Trudno, niech dzieciaki trwają sobie w swej głupocie i pielęgnują ją w sobie jeśli jest im z tym dobrze. Ja dowody na bycie dumnym z bycia Kanonierem znajduję na każdym kroku.



