Ależ mecz we Florencji. Gospodarze rozbijają w pył Inter. 4:1 to wynik, z którego podopieczni Stramaccioniego powinni być zadowoleni. Po pierwsze, dlatego że stracić mogli trochę więcej goli. Po drugie - jedna bramka na plus to i tak o wiele więcej, niż wynikałoby z gry. Tymczasem brawa dla Fiorentiny i ich opiekuna. Montella na ten mecz postanowił trochę zmienić rozkład pionków na szachownicy, pomny nauczki z poprzedniej kolejki, kiedy to jego zespół został ograny przez Juventus. Ofiarą zmian został Facundo Roncaglia, który powędrował na ławkę. Montella bowiem zarzucił grę w 3 z tyłu. Zamiast tego cofnął do obrony Pasquala, w środku postawił na Rodrigueza i Savica, zaś z prawej strony na Nenada Tomovica. Juan Cuadrado, który grał w 352 jako prawy "wachadłowy", został przesunięty do przodu i tworzył tercet w pierwszej linii z Joveticem i Ljajicem. Mądry ruch, biorąc pod uwagę, że De Ceglie parokrotnie zrobił z niego wiatrak a przecież w Interze po tej stronie gra Cassano. W środku znakomity tercet Pizarro - Valero - Aquilani.
Jak się oglądało w tym meczu Violę, ręce aż same składały się do oklasków. Świetna kontrola piłki, dużo gry kombinacyjnej, wszystko na szybkości, gra na jeden - dwa kontakty. Czasem się zdawało, że futbolówka niemal parzy stopy graczy w fioletowych trykotach. Do tego świetna gra bez piłki oraz agresja i zdecydowanie w fazie defensywnej.
Właściwie nie ma kogo zganić. Może Momo Sissoko za to, że nie zdążył doskoczyć do Cassano przy stracie gola, lecz wtedy było już pozamiatane. Naprawdę imponują mi hiszpańskie nabytki - Borja Valero i Gonzalo Rodriguez. Przed startem rozgrywek pisałem na innym forum, że dużo będzie zależeć od tego, jak sprawdzą się zakupy z Villarreal. Dziś już można powiedzieć, że to strzały w "10", podobnie jak odrestaurowanie Davida Pizarro i darmowy transfer Roncaglii.



