Zapomnijmy na chwilę, że chodzi o konkretną sytuację z meczu Real - Barcelona, bo nie chce mi się tu rozniecać tych głupich klubowych kłótni. Zastanówmy się ogólnie nad pewnymi sytuacjami, do jakich dochodzi na boisku w każdym meczu, niezależnie kto gra. Bo to naprawdę ciekawe.
Jest napastnik (zawodnik atakujący), który puszcza piłkę obok obrońcy. Ów obrońca wystawia nogę, co sprawia, że przeciwnik ma trzy możliwości:
a) wpaść na tę nogę i się o nią wywrócić (zazwyczaj bolesne)
b) przeskoczyć przez tę nogę i się wywrócić (mniej bolesne)
c) zatrzymać się i odpuścić piłkę (dość trudne w realizacji, no i głupie)
Jak widzicie, żadna z możliwości nie pozwala na kontynuowanie akcji. W takiej sytuacji obrońca nie trafia w piłkę, a przeciwnik traci szansę na gola. Można się więc zastanawiać - i to całkiem poważnie - czy aby mówić o faulu, musi nastąpić kontakt z przeciwnikiem? Przepisy zabraniają "wchodzenia w tor biegu przeciwnika", jeśli nie jesteś zainteresowany piłką. Teoretycznie jeśli ktoś na ciebie biegnie, a ty staniesz i rozłożysz szeroko ręce, tak, aby przeciwnik musiał łukiem cię obiegać - to jest to faul. W praktyce ani nikt tak nie staje, ani nikt nie obiega, więc przepis martwy.
Ale co zrobić z interwencjami obrońców, którzy nie trafiają w piłkę, ale poprzez zablokowanie "korytarza" uniemożliwiają zdobycie gola. Żeby nie było - ja uważam, że ta sytuacja nie dotyczy meczu Real - Barcelona, ponieważ tam był zwykły kontakt między zawodnikami, czyli najzwyklejszy na świecie faul. Zastanawiam się jednak, co by było, gdyby w podobnej sytuacji kontaktu nie było? Czy zawodnik atakujący celowo musi wpaść w przeciwnika - co może skończyć się kontuzją jednego i drugiego - byle tylko sędziemu "dać pretekst"? Przecież to byłoby idiotyczne



