Tutaj pełna zgoda. Sam jednak, słusznie, wskazujesz na istotny problem - brak rzetelnych opracowań dotyczących kluczowych postaci polskiej sceny politycznej, i książki Cenckiewicza i Gontarczyka również za taką nie uważam, ale o tym za chwilę.masacra pisze:Zaczne troche od dupy strony. Pomijając czy Bolek był Bolkiem czy nie.
Przede wszystkim oskarżanie o populizm i chęć rozgłosu historyka, który przygotowuje biografie tak monumentalnej postaci cholernie mnie dziwi. To jest najzwyczajniej normalne na świecie. W USA każdy kolejny prezydent jest roztrząsany pod każdym kontem na miliony różnych sposobów. A im popularniejszy czy budzący skrajne emocje tym tego więcej. W Polsce tak naprawdę rzetelnych biografii takich postaci jak Michnik, Kuroń, Mazowiecki, Wałęsa, Jaruzelski etc. jest jak na lekarstwo.
Byłym wdzięczny gdybyś sprecyzował, co masz na myśli pisząc o "pozycjach pro i anty" które są dla Ciebie czymś normalnym przy pisaniu opracowań historycznych. Oczywiście, historyk ma prawo mieć swoje sympatie i opinie - też jest człowiekiem, takie przypadki dotyczą bynajmniej nie tylko opracowań historii najnowszej (weźmy choćby prokartagińskie nastawienie Kęcieka w jego "Dziejach Kartagińczyków"). Problem zaczyna się, kiedy wpływają one na rzetelność analizy źródeł i skutkują naginaniem ich do swoich poglądów politycznych.masacra pisze:A każda z tych postaci biografie ma barwną niezwykle i niezwykle kontrowersyjną. Dlatego dla mnie osobiście zajmowanie się, z obojętnie jakiej pozycji - pro czy anty, tymi osobami jest czymś najnormalniejszym w świecie i co więcej niezwykle potrzebnym.
Nie, nie twierdzę, że Friszke jest całkowicie bezstronny i nie jest politycznie zaangażowany, tak samo jak nie można tego powiedzieć o Cenckiewiczu i Gontarczyku, nie można mu natomiast odmówić dorobku i wiedzy czyniących jego głos istotnym w dyskusji. Po zapoznaniu się zarówno w jego dwoma krytycznymi tekstami, jak i przytoczonymi przez Ciebie ripostami Gontarczyka (Friszke odpowiedział zresztą i na ten tekst), jak i z samą książką, uważam, że Friszke przekonująco wskazał na poważne błędy w metodologii i sposobie interpretacji dokumentów przez autorów (pobieżne zbywanie dokumentów i okoliczności, które nie pasują do ich tezy, przy jednoczesnym przyjmowaniu za dobrą monetę relacji jego oczywistych przeciwników politycznych), dyskwalifikujące opracowanie jako rzetelną analizę problemu stosunku SB do Lecha Wałęsy.masacra pisze: Na drugim biegunie pokazałeś profesora Friszke, jako rzetelnego i absolutnie bezstronnego. Jego bezstronnością bliżej zajął się juz Piwus. Ja pamiętam jeszcze jeden z wywiadów z tym profesorem w TV publicznej jak mówił, że nawet całej książki nie przeczytał jeszcze ale to nie ma znaczenia bo wystarczy sam wstęp przejrzeć by uznać dzieło obu historyków za paszkwil. Pamiętam też jak u Żakowskiego w TVP info chwalił się, że przygotowuje dużą publikację nt Jacka Kuronia i otwarcie przyznał, że nie interesuje go prywatne życie Kuronia a jedynie jego oficjalna działalność (wtedy podziemna) jako współtwórcy obalenia reżimu komunistycznego i to o momentu powstania KOR-u. No przyznam szczerze, że dosyć osobliwe podejście do tematyki przez znanego i cenionego profesora. Niestety wywiadów nie udało mi się w internecie znaleźć. Możesz wierzyć mi na słow albo olać to ciekłym moczem. Jak wolisz. Fakty są takie, że Friszke jest dosyć powszechnie uważany za historyka publikującego GazetWyborczą wersję historii, na poważnie w mediach rozważał chęć startu z list PO do senatu (ostatecznie chyba nie wystartował) i pisanie o nim jako o bezstronnym, rzetelnym historyku przy jednoczesny demonizowaniu Cenckiewicza i Gontarczyka jest cokolwiek dziwne. Albo wszystkich trzech wtrącamy do zwaśnionych obozów albo przyjmujemy, że wszyscy w swoich publikacjach kierują się dobra wolą i analizą faktów a nie prywatnymi sympatiami czy antypatiami. Robiąc to jednostronnie nie dogadamy się nigdy.
Osobną kwestią są wyciągnięte przez Piwusa działa przeciw PO, bo PiS ma w kwestii uprawiania polityki historycznej znacznie więcej za uszami, choćby niedoszłą ustawę lustracyjną, potencjalnie pozbawiającą domniemania niewinności oraz pozwalającą bardzo łatwo zakwalifikować jako OZI (czyt. skompromitować publicznie) niemal każdego, z kim rozmawiała SB, nawet jeśli faktycznie nie miał nic na sumieniu. Mechanizm ten najlepiej zobrazował sposób, w jaki odsunięto wtedy przed głosowaniem bodajże dwóch sędziów TK w związku z oskarżeniami o współpracę z SB (przypomnę, że po dotarciu do teczki jednego z nich przez dziennikarzy była tam informacja, że stanowczo odmówił współpracy).
Lektura i budowanie swoich opinii na opracowaniach historycznych oraz publicystyce jest dla mnie czymś normalnym, zwłaszcza w przypadku historii najnowszej. Zarówno Ty (jak sądzę), jak i ja mamy wgląd tylko w te dotyczące omawianej problematyki dokumenty, które zostały opublikowane - naturalnym jest więc budowanie swojej opinii na jak najszerszym spectrum opracowań/artykułów/opinii, ich porównywaniu i wyciąganiu wniosków. Te, z którymi zapoznałem się, nie przekonują mnie o rzetelności badań Cenckiewicza i Gontarczyka, stąd też opinia którą przedstawiłem w ostatnich postach. Jeśli Wałęsa faktycznie był TW to mam nadzieję, że zostanie to wyjaśnione w bardziej obiektywnym opracowaniu. Niewykluczone, że będzie to możliwe dopiero za kilka pokoleń, przez pokolenie historyków niezwiązane bezpośrednio z dramatis personae i ich zwolennikami na arenie politycznej.masacra pisze: Na tym proponuje zakończyć. I taki apel na przyszłość. Nie rozmawiajmy w ten sposób. Jak piszesz jakąś teze to staraj się ją uzasadnić swoimi słowami, pokazać co Ty dokładnie tym myślisz zamiast posiłkować się pracami innych. Niedługo każda dyskusja w tym temacie to będzie wymienianie się linkami bo tak na dobra sprawę każdy kontrowersyjny temat został już na milion sposobów w internetach roztrząsany.
Pozdro.



