Podpisuję się pod tym obiema rękami, już kiedyś też na to zwracałem uwagę. Nie rozumiem tych kretyńskich zasad, które nie promują nic poza kalkulacjami i zachowawczą grą. Dla przykładu wczoraj po tym 2:0 mogliśmy dostać świetną dogrywkę i wielkie emocje, które pamiętałoby się latami. Wynik 3:1 na wyjeździe nie załatwiałby sprawy awansu. Pamiętam jak przez mgłę bo młody byłem taki mecz z 1997 roku między Atletico a Ajaxem w ćwierćfinale LM, tam po 90 minutach w obu meczach było 1:1 ale w dogrywce była istna piniata i próby przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę z obu stron zakończona w końcu zwycięstwem 3:2 Ajaxu po golu Babangidy minutę przed końcem.Magnum pisze:Wreszcie, czuję niesprawiedliwość. Bo strzeliliśmy tyle samo goli, co Bayern. A że oni wszystkie w jednym meczu a my się rozłożyliśmy? Czemu to powinno wpływać na końcowy rezultat? Oczywiście, takie są zasady, zasady są znane od dawna i pod nie trzeba grać, więc nasza wina w tym, że tak nonszalancko "broniliśmy" w pierwszym meczu. Także nasza w tym wina w pełni. Nie zmienia to jednak faktu, że uważam tę zasadę za archaiczną i wymagającą zmiany. Nie ma ona miejsca w dzisiejszym futbolu, bo nie wypełnia swojej zamierzonej roli. A ma skutek odwrotny.
Ta zasada niby miała nakłaniać zespoły grające na wyjeździe do bardziej ofensywnej gry, wyszło zupełnie coś odwrotnego, gospodarze ponad wszystko nie chcą stracić gola u siebie i defensywą przede wszystkim pokonuje się kolejne szczeble rozgrywek. Szkoda, bo im mniej kalkulacji tym lepiej dla piłki.
Bayern wczoraj chyba zachłysnął się ostatnimi sukcesami i ich szczęście, że Arsenal sprowadził ich na ziemię jednocześnie nie odbierając awansu. Paradoksalnie ta porażka może wyjść tylko na dobre Bawarczykom. Piłkarze Arsenalu mogą wracać z podniesionymi głowami ale nie zmienia to faktu, że podobnie jak rok temu w dwumeczu zagrali jedno katastrofalne spotkanie, którym pogrzebali szansę na grę dalej i jeden naprawdę fajny mecz, w którym pozostawili dobre wrażenie. Wnioski jednak dalej nie zostały wyciągnięte i mimo, że Kanonierzy pokazali wczoraj charakter i jaja to nie zmienia to faktu, że w LM już ich w tym sezonie nie zobaczymy. Jak pisałem po meczu, mistrzowie pięknego odpadania. To faktycznie może podziałać mobilizująco na zespół Wengera, taki zastrzyk pozytywnej energii może im się przydać w kluczowej fazie sezonu w PL, tym bardziej, że zanosi się na to, że w tym roku o top4 może być im ciężej niż kiedykolwiek.
Cieszę się, że kibice Kanonierów pokazują klasę i nie zwalają winy na sędziego. Trzeba go krytykować bo był słaby ale można się tylko uśmiechnąć jak czyta się, że arbiter pozbawił Arsenal awansu. Zawsze dziwiła mnie logika tych, którzy przekładali automatycznie błędy na bramki. I tak wychodzi, że gdyby sędzia nie pomylił się przy spalonym Theo to Arsenal by wygrał 3:0 i awansował mimo, że w czasie tamtej sytuacji prowadził 1:0. Nie wiem skąd założenie, że Kanonierzy by wsadzili trzeciego gola, fakt, zakładając, że Walcott by się nie pomylił mieliby na to troszkę więcej czasu ale nie popadajmy w paranoję. To samo było przy okazji meczu MU z Realem, kij czy Nani by wyleciał czy nie, Modrić i tak by trafił choć pewnie gdyby nie było kartki Portugalczyka to Chorwata jeszcze przez dobre kilkanaście minut o ile w ogóle byśmy nie zobaczyli na boisku. To tylko taka dygresja.
Mimo wszystko dzięki za wczorajszy mecz, dużo fajniejszy niż pierwsze spotkanie głównie za sprawą determinacji Arsenalu i słabiej grającego Bayernu ale takich emocji spodziewałem się dzień wcześniej na CN a tu było odwrotnie.



