Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Awatar użytkownika
masacra
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 7925
Rejestracja: 16 lip 2007, 15:20
Reputacja: 1683
Lokalizacja: Central Perk

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post autor: masacra » 11 kwie 2013, 11:23

Smoleńsk – miejmy odwagę myśleć samodzielnie

Mówienie o tragedii smoleńskiej na poważnie zaczyna być powoli passe. 10 kwietnia 2010 roku i jeszcze kilkadziesiąt dni później, a i owszem, wypadało nawet płakać, walić pięścią w ścianę, chodzić jak w malignie. Dzisiaj można się już z tego tylko śmiać. Smoleńsk? A kogo to obchodzi…

To oczywiście teza nieco prowokacyjna. Jest dużo środowisk, które o Smoleńsku nie wstydzą się mówić. Co więcej, zaryzykuję tezę, że dla części ludzi młodego pokolenia tragedia Tu-154M była wstrząsem, czymś co ukształtowało ostatecznie ich sposób widzenia rzeczywistości, rozumienia tego, czym jest (lub raczej, czym nie jest) polskie państwo.

Pamiętam, kiedy w nieistniejącym już tygodniku „Europa”, dodatku do również niemal nieistniejącego już „Dziennika”, publicysta „Gazety Wyborczej” Michał Cichy, indagowany przez Cezarego Michalskiego, opowiadał o pokoleniu Marca’68, o tym co ukształtowało Michnika, Lityńskiego, Blumsztajna i resztę starej ekipy z ulicy Czerskiej. Zdaniem Cichego traumatyczne wydarzenia mogą determinować późniejsze wybory człowieka, gdy przeżyje je on w wieku dwudziestu lub dwudziestu kilku lat. Nie wiem, czy Cichy powoływał się na jakieś psychologiczne teorie, przypuszczam, że tak, ale nie to jest najważniejsze.

Ważne jest to, że szereg moich rówieśników, bądź nieco starszych koleżanek i kolegów, Smoleńsk w jakimś sensie ukształtował, był dla nich elektrowstrząsem. Bo z jednej strony zgnoił ich ferując dramatyczny wyrok, że polskie państwo jest beznadziejnie słabe, a z drugiej dał poczucie dumy z Polski biało-czerwonej, tłumnie oddającej hołd opluwanemu za życia Lechowi Kaczyńskiemu i 95 innym pasażerom tupolewa.

Mimo to, nie ukrywajmy, Smoleńsk przestał być atrakcyjny dla wielu, szczególnie młodszych, osób. Obśmiewanie tego tematu stało się po prostu modne i trendy. Kto chce pokazać, że jest luzakiem, powinien pokpić sobie ze Smoleńska. Nic fajniejszego, nic bardziej cool. A przecież jeszcze parę tygodni po katastrofie, wszyscy ci, którzy nakręcali przemysł pogardy, nie mieli odwagi pokazać się publicznie. Ukryli się Palikot i Niesiołowski, a Olejnik z Wrońskim ciepło wspominali prezydenta Kaczyńskiego w programie publicystycznym.

Kompleks smoleński

Prawica, zwłaszcza te jej kręgi, które poszukują oparcia w elektoracie „nie-PiSowskim”, ma z kolei, niezrozumiały dla mnie, kompleks smoleński. Każdy polityk identyfikujący się z prawą stroną sceny politycznej musi przynajmniej raz oświadczyć, że nie uważa by w Smoleńsku doszło do zamachu, a kolejne posunięcia Komisji Macierewicza są kompromitujące. Takie oświadczenie ma nobilitować, nadawać lepszy status społeczny, pozwolić wydobyć się z kręgu oszołomów.

Czy potrzebnie? Nie wydaje mi się. Bo nawet jeśli Jarosław Kaczyński, czy Antoni Macierewicz stosują czasem grubociosaną retorykę, lub prezentują zbyt radykalne spojrzenie na sprawę smoleńską, są zbyt pewni wydarzeń do jakich doszło w pobliżu lotniska w Siewiernyj, to, owszem, można z nimi polemizować, ale próba wykpiwania, czy odcinania się od tematu katastrofy to dokładanie cegiełki do skompromitowania tej, bardzo ważnej przecież, sprawy.

"Rosjanie zabili prezydenta"

Smoleńsk, obok uświadomienia słabości III RP, pokazuje też coś znacznie bardziej gorszego niż polską nieudolność, niedbalstwo, czy głupotę. Jest obrazem tego, że Polska to kraj o bardzo małym zakresie zewnętrznej suwerenności. Prezydent Kaczyński leciał do Smoleńska jak ostatni dziad, któremu za pocałowanie ręki rzucono samolot, dlatego, że premier Donald Tusk chciał mieć swoją propagandówkę 7 kwietnia, i uściskać się w Smoleńsku z Putinem.

Polityczne rozegranie prezydenta przez szefa polskiego rządu i ówczesnego szefa rządu rosyjskiego nie tylko wpisywało się w logikę traktowania głowy państwa jako obywatela drugiej kategorii, ale stanowiło ponury obraz polskiej państwowości.

W trzy lata po Smoleńsku nic się nie zmieniło. Polskie władze nie potrafią (a może nie chcą?) odzyskać z Rosji wraku Tu-154M, najwyżsi urzędnicy państwowi kłamią w najlepsze, by „rządowa wersja” smoleńskiej tragedii przystawała do tej, jaką ogłosiła szefowa rosyjskiego MAK Tatiana Anodina. Jest ona oczywiście wypłukana z poniżających nas teorii (jak na przykład pijaństwo gen. Błasika), ale w gruncie rzeczy idzie przecież o to, by sprzedać luźną i wygodną dla wszystkich teoryjkę: wszyscy nawalili i samolot się rozbił. Ot, koniec, posprzątane.

W tym sensie wielka tragedia jaką był Smoleńsk, wszystkie wydarzenia, które po niej nastąpiły, to papierek lakmusowy tego czym jest nasze państwo. Papierek, który barwi się na kolor biało-niebiesko-czerwony.

Dochodzi do absurdów! Oto śledczy, zamiast przejawiać sceptycyzm, zajmują się gorączkowym udowadnianiem, że w Smoleńsku na pewno nie doszło do zamachu.

Czy wierzę, że w Smoleńsku był zamach? To nie jest kwestia wiary, to kwestia faktów. A te mówią tyle, że w Smoleńsku mogło wydarzyć się wszystko. Tamta tragedia mogła być tyleż wynikiem awarii, zaniedbań (do takich na pewno doszło po stronie polskich urzędników i rosyjskich kontrolerów lotu), jak i zamachu na polską elitę polityczną, szczególnie zaś na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ach, jak te ostatnie słowa brzmią okropnie nieprawdopodobnie, prawda? Więc oswójmy się lepiej z tym, że Rosjanie mogli nam zabić prezydenta. Miejmy odwagę myśleć samodzielnie.
źródło: myśl24.pl

Świetny tekst!

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”