Re: żule

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Re: żule

Post autor: petru » 10 cze 2005, 14:04

zawdi pisze:jak zawsze mialem przy sobie gaz
Na wypadek gdyby ktoś miał inne zdanie, zawsze mozna go przekonać :lol:. Swoja drogą znam gosci co naszą w plecaku tasaki, ale gazownika jeszcze nie spotkałem :shock:.


Doświadczeń żadnych z żulami nie mam. Nie uzywam takiego zwrotu, bo u nas osiedlu jesteśmy jedną wielką rodziną. Rodzice kolegów chodzili przez jakieś 10 lat do szkoły z osobnikami popijącymi trunki przed ich blokiem. Wszyscy się witają, wszyscy się znają. Taki sam człowiek jak i inny. Ale jak w każdej rodzinie sa pewne niesnaski. Na przeciwko znajomego mieszka pewien człowiek trudniący się zbieraniem złomu , który rzucił żonę, dzieci, pracę, aby przepowadzić się parę ulic dalej i znaleść sobie nową partnerkę życia (byli w "Rozmowach w toku", temat w stylu miłość niemożliwa :lol:) i przekwalifikować się na bezrobotnego alkoholika. Pewnego dnia, nie wiadomo w jaki sposób (ale wiadomo, że po pijaku :wink:), wyrzucił psa sąsiadowi z 7 piętra. W odwecie ów sąsiad (z którym chodziłem do gimnazjum) spalił mu chatę na jakiejś dzikiej działce. W sumie na placu w pobliżu bloku siedzi w godzinach szczytu około 20 lumpów.

Moje prywatne doswiadczenia ograniczają się do sprzedaży 1 litra wody z domieszką wińska i moczem kolegi. Ehhh, zarobiło się 2 dyszki i pan menel zorientował się, że coś jest nie tak, nie po kolorze, ale po reakcji patrzących ludzi i :lol:. Llata cielęce, chyba wtedy byłem w podstawówce :twisted:.

Oprócz tego czasem dobrze jest pogadać z panem pod monopolowym jak teraz wszystko drogie i hu...we. Ostatnio jakiś pytał się, czy mam jakieś zioło do jarania, bo młody jestem to powinienem mieć :roll:.

Innych przeżyć nie pamiętam.

Wróć do „Hyde Park”