Czy ja wiem czy będą aż takie emocje w tych meczach? Ani Thunder ani tym bardziej Knicks nie mają po swojej stronie zbyt wielu argumentów, które mogłyby sprawić, że byliby w stanie wygrać serie ze swoimi przeciwnikami. Największym problemem drużyny z Nowego Jorku jak na ironie losu jest ich największy gwiazdor- Carmelo Anthony. Melo po raz kolejny w swojej karierze pokazuje, że jest graczem, który świetnie wygląda tylko w sezonie regularnym, a gdy przychodzą Play Offy bardzo dużo traci na swojej efektywności. Rok temu można było mu wybaczyć słabszą grę, w końcu krył go James, który grał niesamowitą defensywę, ale teraz? Przecież biorąc pod uwagę to jak grał jeszcze parę tygodni temu powinien ruchać wszystkich rywali w ofensywie niezależnie czy był nim Green, Garnett, Pierce czy George. Zresztą nawet będąc lepiej obudowanym w Denver Nuggets nie błyszczał jakoś specjalnie. Z pewnością nie jest graczem na którym chciałbym budować zespół z myślą o walce w PO. X factorem tej serii zdecydowanie jest Roy Hibbert. Po słabym sezonie regularnym w, którym zanotował spory regres w porównaniu do ubiegłorocznych rozgrywek nie spodziewałem się po nim niczego wielkiego, ale jego występy w serii z Hawks oraz meczu z Knicks mnie uspokoiły. Ma niesamowity impact na grę defensywną Pacers, coś jak Chandler za czasów gry w Mavericks, bez niego drużyna z Indianapolis traci bardzo dużo. Jeżeli podtrzyma formę powinien być kluczowym graczem tej serii. Swoją drogą cieszy mnie to, że wysocy gracze drużyny prowadzonej przez Vogela pokazują jak śmieszny jest smallball gdy gra się przeciwko klasycznie zbudowanej drużynie, Melo w walce z Westem po prostu jest bez szans, a Chandler nie wygląda już tak dobrze jak w ubiegłych latach. Gdy dodamy do tego jeszcze ćwierćinteligenta Smitha wychodzi na to, że nie powinno być w tej serii więcej niż 6 spotkań.
Podobnie typuje konfrontacje Grizzlies z Thunder. Durant może i jest drugim najlepszym graczem ligi, ale nie pociągnie sam drużyny będąc odpowiedzialnym za prowadzenie ataku+ walkę o 1/3 piłek na deskach. Jeżeli przeanalizujemy grę ofensywną Thunder wyjdzie nam, że tak naprawdę grają we 3. Mając aofensywny duet podkoszowy graczami odpowiedzialnymi za atak są jedynie Jackson(który nie ma pojęcia o rozgrywaniu), Durant oraz któryś z dwójki Sefolosha/Martin- czy to wystarczy przeciwko najlepszej defensywie ligi? Wątpię, tym bardziej, że dwaj ostatni gracze raczej powodują uśmiech na twarzy Allena aniżeli jakikolwiek lęk. Mogą również spróbować grać smallballem rezygnując z żenującego Perkinsa, ale wtedy Randolph urządziłby sobie publiczny gwałt na Durancie, więc raczej nie jest to ruch warty ryzyka. Nie umiem znaleźć żadnego argumentu przemawiającego za Thunder. Jeżeli Conley po pierwszym meczu szybko się ogarnie(a o to jestem pewien) to będę zdziwiony jeżeli Oklahoma sprawi jakiekolwiek problemy Grizzlies, którzy drugiego tak słabego meczu nie zagrają.



