Newell's Old Boys - Boca Juniors 0:0, karne 10:9
Mimo przepaści dzielącej oba zespoły w tabeli ligi argentyńskiej było to dość wyrównane 90 minut (choć 1. połowa ze wskazaniem na gospodarzy). Ponownie dwoił się i troił Scocco, jak dla mnie poważny kandydat do mian najlepszego piłkarza tej edycji Copa Libertadores, bardzo słaby mecz rozegrał natomiast Riquelme. W 2. połowie czerwoną kartką ukarany został Clemente Rodriguez i trzeba tutaj oddać Newell's, że do końca próbowali rozstrzygnąć mecz w 90. minutach - w końcówce Orion był kilkukrotnie w poważnych opałach, Newell's atakowali praktycznie do ostatniego gwizdka, choć mogli też stracić bramkę (słupek po główce bodajże Blandiego). Konkurs rzutów karnych był niesamowity, potrzeba było 13 kolejek do wyłonienia zwycięzcy. Już w pierwszej kolejce pomylił się RIquelme (rzadki obrazek - potężny strzał w sam środek bramki, ale Guzman ani drgnął i po prostu odbił lecącą wprost w jego ręce piłkę
Olimpia Asuncion - Fluminense 2:1 (Salguiero 36' 40'-karny - Rhayner 10'), pierwszy mecz 0:0
Mecz rozpoczął się dla Olimpii jak najgorzej, obrońca Manzur przyćmił wszystkie babole defensorów w tej edycji Copa Libertadores zaliczając wspaniałą asystę przy golu Rhaynera. Ogólnie pierwsze 20-25 minut przypominało ostatnie bitwy wojny paragwajskiej 1864-70, czyli Brazylijczycy totalnie dominujący na paragwajskim terenie. Później stało się jednak coś, czego przebieg gry zupełnie nie zapowiadał, 5 minut które wstrząsnęły Flu - Salguiero najpierw strzałem z rzutu wolnego z bocznego sektora boiska wrzucił piłkę za kołnierz Cavalieremu, a chwilę później wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Freddym Bareiro. Olimpia poszła za ciosem, ale gorzej było ze skutecznością - w doliczonym czasie gry 1. połowy w słupek trafił Ferreyra, a w 2. połowie Ortiz w sytuacji sam na sam trafił w Cavalierego (była jeszcze zmarnowana kontra 2 na 1). Flu musiało w końcu zaatakować, trochę ożywienia do gry wniósł wprowadzony w 2. połowie Thiago Neves, w przeciwieństwie do znanego z gry w Europie i wygrania Copa Libertadores z Internacionalem Porto Alegre Rafaela Sobisa, który nie zaznaczył zbytnio swojej obecności na boisku. Warto dodać, że koło 75. minuty sędzia nie podyktował oczywistego karnego dla Fluminense. W końcówce pod bramką Olimpii dochodziło do dantejskich scen, po tym jak pod bramkę gospodarzy poszedł Cavalieri poszła kontra na pustą bramkę, ale rozpaczliwa interwencja jednego z obrońców zapobiegła utracie trzeciej bramki. Świetny mecz i zasłużony awans Olimpii, Flu jednak trochę rozczarowało, zwłaszcza niemrawym początkiem 2. połowy.



