Dales do pieca. Z cala pewnoscia Lubiewo jest reprezentatywne. Niewatpliwie luje na wzor tych z ksiazki staraja sie o adopcje dzieci. Drugi raz w krotkim odstepie czasu probujesz patologie rozciagnac na cale srodowisko i na jej przykladzie udowadniac ze nikomu z tej grupy nie naleza sie okreslone prawa.franz pisze: Żeby nie rozwijać wątku odsyłam do książki Michała Witkowskiego (świetny pisarz swoją szosą) który jako pierwszy odważył się opisać naszych towarzyszy homoseksualistów bez lukru i przeinaczeń. Zresztą wiedział o czym piszeKsiążka nazywa się Lubiewo. Po jej lekturze tzw. "adopcje i małżeństwa homoseksualne" można potraktować jako żart/hucpę, albo polityczną probe zbicia kapitału.
Podobnie jak serial "Nasze matki nasi ojcowie" wyczerpuje temat polskiego zolnierza.


