Odstawić to można zawsze, nawet po ślubiecru pisze:Ja mam np taki problem, ze bardzo duzo radosci daje mi uroda kobiety i nie bardzo sobie wyobrazam byc z taka, ktora mocno zbrzydnie. Potrafilem zakonczyc 3.5 letni zwiazek z dziewczyna, ktora byla bystra/fajna/dobrze sie gadalo itd - tylko dlatego, ze przez ten czas zbrzydla, tzn przeszla ze stanu 'bardzo ladna' do 'sympatyczna' - przestalem miec radosc patrzac na nia rano kiedy sie budze, oslablo mi zainteresowanie, + ogolna wizja (jesli przez 3 lata cos takiego, to co bedzie za 10) i tyle - over, na ta chwile niczego nie zaluje. Jak sobie pomysle, ze moglbym byc z nia ozeniony i nie byc w stanie jej 'odstawic', to mi sie w pale nie miesci.
Wiesz, wtedy to był inny świat. Dwudziestoparolatkowie to byli już stare panny i starzy kawalerowie, z którymi - według społeczeństwa - było coś nie tak. Teraz ludzie kończą studia i chcą się dorabiać, takie sprawy, jak zakładanie rodziny schodzą na plan dalszy. Jak tak liczę, to gdy mój ojciec był w wieku mojego Marcina, miał już dwoje dzieci, z czego jedno do komunii szło. Teraz dla mnie nie wyobrażalne. Choć oczywiście znam osoby, które urodziły w wieku lat piętnastu czy szesnastu, ale to patologia, a nie norma.Magnum pisze:Oczwiście, z drugiej strony kiedyś normą było to, że brało się ślub w wieku 18-20 lat, jak np. moja babcia mi zawsze opowiada - wtedy nie było wyboru, ojciec z domu wyganiał to się szło i tyle.
Boję się zagłębiać w te ukryte sensykaczy pisze:Spoko, zgadzam się. Ale nie rozszyfrowałaś ukrytego przekazu mojego posta
Prawda! I warto działać ciut szybciej niż np. my, którzy jesteśmy zaręczeni już pięć lat i dopiero teraz doprowadzimy sprawę do końcaAgnieszka pisze:Sądzę, że trzeba poznać tę właściwą osobę, żeby dojrzeć do tej decyzji.


