Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Bassu
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 7150
Rejestracja: 20 lis 2005, 9:04
Reputacja: 677
Kibicuję: Manchester United
Lokalizacja: Mexico

Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Bassu » 22 wrz 2013, 20:28

Nie dziwi mnie to co się dzisiaj wydarzyło. Jak szedłem z kumplami do klubu oglądać ten mecz, rozmawialiśmy o remisie, ewentualnie przegranej jednym golem . Bo w przeciwieństwie do co po niektórych sympatyków ManU na tym forum, realnie umiemy oceniać szansę pod względem kadrowym obu drużyn. Kibicowaliśmy i każdy liczył na dobry występ, że 'jakoś to się uda'. Niestety, czas na farta dobiegł końca. Moyes póki co totalnie nie ogarnia tego zespołu i dzisiejszy mecz to dobitnie pokazał. Valencia na skrzydle? To jest totalnie nieporozumienie, poza bieganiem NIC dzisiaj nie zagrał. Gdzie jest Kagawa? Jak można tak marnować talent tego zawodnika? Dlaczego nie zagrał Nani, Hernandes? Nic bym nie mówił gdyby to było 1:2, ale wbicie nam czterech bramek to jest jakaś parodia. I nikt mi tu nie wmówi, że trzeba budować zespół, bo od tego był okres przygotowawczy. W którym jak pisałem o transferach (np. Ozil) to wszystke Morrowy i reszta mnie wyśmiewały. A, żeby nie być bezsensownie krytycznym to powiem, że oglądam w uj innych meczów PL i dlatego śmiem twierdzić, że przy obecnej grze będziemy gdzieś między 4-6 miejscem (co pewnie zaraz spotka się z kpiną kibiców ManU). Oczywiście, że nigdy nie byliśmy mistrzami startów sezonu, nawet nie dawno przewaliliśmy z Citizens jeszcze wyżej. Jednak był Ferguson, trener który umiał prowadzić ten wóz nawet bez jednego koła. Moyes to laik, bez ogrania z piłką na najwyższym poziomie. Wybraniec SAF, ale co z tego- nawet ten mógł się mylić. Od lipca minęło już na tyle dużo czasu, że można realnie podsumować początek Szkota na Old Trafford jako totalny nie wypał. Wiadomo, że gra drużyna, ale ktoś musi być dyrygentem. Jest źle, bo nie ma pozytywu jakiego można się uczepić. Może tylko schylić głowę i przyznać, że dobrze było zatrzymać Rooneya, bo jest nie do zatrzymania. Wracając do domu, myślałem że jakoś ta gorycz minie, ale trudno się pogodzić z takim stanem rzeczy. Mam świadomość, że moje zdanie nie jest jakieś ważne, to kropla w morzu tej goryczy. Tak sobie myślę, że najgorsze będzie teraz czytanie tych wszystkich analityków, ślepo wierzących że nie ma tragedii i jest wszystko ok albo tych którzy miesiąc temu krzyczeli o tym jakim to dobrym składem dysponujemy i jak pięknie będzie się grało, a teraz nagle zmieniają zdanie jak chorągiewka na wietrze.

Ebi daj sobie spokój, tu się tylko 'linczuje' a nie dyskutuje. :wink:

Wróć do „Anglia”