Ja pierdziele. Jutro konczy mi sie kontrakt i bylem z tego powodu baaardzo szczesliwy. Dzisiaj oczywiscie o 14 przychodzi wlasciciel i mowi, zebym zaszedl do niego po robocie. Przez caly miesiac obmyslalem formulke co by tu mu powiedziec - plan byl dopracowany.
Zachodze.
Dziadek od razu wzial mnie pod wlos:
- Jacek ! W koncu mamy okazje, zeby pogadac (mhm i znalazla sie akurat wtedy kiedy konczy mi sie kontrakt...)
- Co tam w futbolu ? Jak sobie radzi Courtois ?
- Niedlugo MS, bede cie potrzebowal jako eksperta !
- Zrobimy firmowa ekipe futsalowa, a ty bedziesz trenerem !
I pierdolamento przez 15 minut. Potem przeszedl do rzeczy i gada jacy to oni ze mnie zadowoleni i ze szukali kogos wlasnie takiego jak ja. Naobiecywal mi niestworzonych rzeczy, podwyzke, lzejsza robote etc.
Koniec koncow podpisalem. 70-latek zaoral mnie psychologicznie. Na szczescie tylko na 3 miesiace, a nie na 6 jak on chcial.
Wyszedlem z biura i sam do siebie mowie: "co sie wlasnie [k****] stalo ?!".
Zime spedze w sniegu po kolana tyrajac jak pies. Zajebiscie.



