Nie można tak do tego podchodzić, LE to szansa dla drużyn z nieliczących się lig na pokazanie się w Europie. Choćby z Ekstraklasy. Jak Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski ongiś eliminował z Pucharze UEFA Herthę czy Manchester City, raczej nikomu nad Wisłą nie przeszkadzało że w europejskich pucharach walczyła nołnejmowa (Boże jak ja nienawidzę tych spolszczeń...) drużyna z Polski. No i czy przeciętny kibic nie będący słowianinem potrafiłby wymówić nazwę tego klubu? Problem leży w podejściu wielu drużyn do Ligi Europejskiej, z czego słabe drużyny normalnie skazane na porażkę czasami będą potrafiły skorzystać i przeskoczyć rundę, dwie, czasem wejść do fazy grupowej a nawet ją przejść. No i pamiętać należy, że ewentualny sukces pomoże w popularyzacji piłki nożnej w krajach, w których nie jest ona sportem narodowym i nie ma szans na normalny rozwój. Futbolowy świat to nie tylko Barcelony, Bayerny czy Reale.
Sami pomyślcie jaki szał musiał panować na Cyprze, gdy niedoceniany przez nikogo APOEL Nicosia docierał do ćwierćfinału Ligi Mistrzów i mógł mierzyć się na własnym stadionie, przy dopingu własnych kibiców z samym Realem Madryt. I nikogo nie obchodziło to, że nie mieli szans zajść dalej, bo ten ćwierćfinał był dla nich jak zwycięstwo w LM dla którejś z topowych drużyn.



