A ja wolę taką historę, jak finał z ubiegłego sezonu. Mecz dwóch świetnych drużyn, które zostawiły w polu możnych europejskiej piłki, mecz stojący praktycznie cały czas na wysokim poziomie, emocjonujący od pierwszych do ostatnich minut, z decydującą bramką w przedostatniej minucie autorstwa człowieka, którego wszyscy (włącznie z kibicami własnej drużyny !) już skreślili jako specjalistę od wtop i porażek, jako egoistę potrafiącego tylko marnować okazje. To jest dopiero historia i takie mecze zapadają w pamięćubek pisze: Te małe klubiki tworzą nam historię, o której długo pamiętamy.


