Formalnie to od początku sezonu jesteśmy bezpłciowym zespołem. Po meczu z Cardiff naprawdę spodziewałem się przełamania. Szczególnie że był to pierwszy mecz Maty, zresztą jaki! Zdobył asystę. Przez większość spotkania przeważaliśmy. Wtedy jak rzadko czułem się komfortowo widząc grę mojego zespołu, bo byłem pewny, że wszystko potoczy się zgodnie z planem.
Jakże zawiedziony byłem dziś... Ujrzałem jeden z najgorszych meczów w tym sezonie - bo tyle było tragicznych meczów, że już sam jestem zagubiony i nie wiem, który był najgorszy... W dodatku wszystko stało w niewiarygodnych okolicznościach - wiatr, który faktycznie wykluczał z gry wiele podań, sędzia, który był ślepy(dosłownie!) czy ostra gra, która odzwierciedla liczba kontuzji w dzisiejszym meczu. Po pierwszym golu dla Stoke nie byłem kompletnie zdziwiony. W końcu my jakoś często w tych rozgrywkach tracimy właśnie takie głupie gole. Tylko że potem doszła jeszcze kontuzja Jonesa i byłem zażenowany. Kogo Moyes wpuszcza na jego miejsce? Welbecka. OK, rozumiem, miał ostatnio lepsze występy. Ale czemu od początku nie grał Januzaj, podobno najjaśniejsza postać United? Czemu nie został wpuszczony w pierwszej połowie w miejsce któregoś z kontuzjowanych? Po golu Robina odżyła wielka nadzieja, że jeszcze stać nas na podbicie Britannia Stadium. I tu się zawiodłem, bo trzymaliśmy długo piłkę przy sobie, ale kompletnie nie wychodził nam wypady pod pole karne przeciwnika.
Mata dziś miał, na pewno w pierwszej połowie, w drugiej pewności nie mam, celne podania na poziomie 92%. W poprzednim meczu miał ok. 84%, ale widać było, że ciągnie ten zespół. Dziś był taki zmęczony?
Zaczynam być podirytowany tym sezonem. Pamiętam jednak słowa najwspanialszego trenera w historii futbolu, Sir Alexa Fergusona, by dać czas Moyesowi. Zawsze ufałem SAFowi, więc na razie nie napiszę #MoyesOut.



