Dużo bramek i dynamicznych akcji, choć wolałbym zlepić z tego jakieś 4:2 po bardziej wyrównanej grze, co nie zmienia faktu że The Reds na zwycięstwo i jego rozmiar w pełni zasłużyli. Żal było patrzeć na na niektórych graczy Arsenalu. Fatalny Ozil, słabiutki Mertesacker i kompletnie wyłączony z gry Giroud. Sfrustrowany Wilshere parę razy mocno się zagotował, widać że chłopak nie znosi przegrywać.
Częściej niż zwykle zdarza mi się oglądać Premier League i z wyjątkiem derbów Londynu z reguły są to mile spędzone dwie godziny. Choć liga nie jest już tak silna jak choćby 5-6 lat temu, wciąż nie brakuje jej jakości i potrafi cieszyć oko postronnego widza



