Skrtel znowu wyglądał jak nie do przejścia. Cieszy. Flanno emanuje pewnością siebie. Pomimo tego, że za wielki talent raczej uważany nie był, u nas w drużynie może grać ważną rolę. Na chwilę obecną zjada takiego Johnsona na śniadanie. Z sympatycznego Francuza zamieszkującego lewą stronę obrony można sobie robić podśmiechujki, ale w obronie nie dawał się ogrywać. Z przodu nie oferuje nic, ale swoje podstawowe zadanie spełnia. I ogromny plus za skoczenie do sfrustrowanego Wilshera po faulu na Sterlingu. Gerrard po profesorsku. O dziwo - bardzo dobrze odnajduje się w nowej roli. Zobaczymy jak długo to potrwa. Tu dochodzimy do Hendersona, na którego temat mógłbym piać peany. Na jego temat mógłbym walnąć długi tekst, ale to kiedy indziej. Teraz tylko wspomnę, że już chyba wylądował na mojej "półce" przeznaczonej dla ulubionych zawodników i zajmuje miejsce obok Aggera. Temat Coutinho wyczerpał Masacra. Co prawda ostatnio przeplata średnie mecze ze świetnymi, ale jak już odpali to z przeciwników nie ma co zbierać. Nawet w obronie haruje. Statystyk dokładnych nie widziałem, ale gdzieś mi przeleciało przed oczami, że pod względem odbiorów ustąpił jedynie Gerrardowi. Sturridge i Suarez na swoim poziomie. Szkoda, że ten drugi znowu bez bramki. Trzeba wierzyć, że będzie miał już dość meczów bez goli i wyżyje się na Fulham. I Sterling. Z każdym meczem wygląda coraz lepiej. W porównaniu z występami z tamtego sezonu, dziś wygląda o wiele dojrzalej. Świetnie nam się rozwija.
Tak czy siak nie ustrzegliśmy się drobnych błędów. Czasami było trochę niedokładności, kilka głupich fauli. Ale kogo to teraz obchodzi?
- występ Filipa z Brazylii.



