Szykuje się spotkanie paralityków. Obie drużyny w fatalnych nastrojach. Na Moyesie ciąży ogromna presja, bo gra gówno i osiąga okropne wyniki. Na Arsenalu ciąży ogromna presja, bo właśnie zostali zgwałceni przez Liverpool na Anfield i teraz muszą odpowiedzieć - po ledwie 3 dniach przerwy i takim szoku. Ciężko powiedzieć, co się stanie. Od dawna jest to wielka rywalizacja i z pominięciem kilku meczów w stylu 8-2 czy 6-1 12 lat temu to raczej są to bliskie i zacięte mecze.
Pesymistyczne dla mnie jest to, że Man Utd nas już pokonało w tym sezonie, teraz gramy gorzej, niż wtedy i w sumie nie wiadomo, czego się spodziewać. Jest na nas duża presja i w mojej - jak i wielu innych kibiców Arsenalu opinii - jeśli nie wygramy, to pograne z mistrzostwem. Taka presja jest na nas. U siebie nie można tracić za dużo punktów. Tym bardziej biorąc pod uwagę jaką formę prezentują chłopcy Moyesa - jeśli nie teraz, to już chyba nigdy. Z drugiej strony - to jest rywalizacja jak derby więc taka forma nie musi za wiele znaczyć. SAF zawsze wiedział, co z nami zrobić i mu to wychodziło, teraz może wystarczy samym piłkarzom.
Liczę na kilka zmian w XI Arsenalu: Gibbs za Monreala, Podolski za Wilshere'a lub Chambo, najlepiej za Wilshere'a i Chamberlain dalej na skrzydle. Zobaczymy jak to Wenger wykombinuje. Może Podolski? Chociaż to byłaby drastyczna zmiana, ale przecież 4 dni później gramy z Liverpoolem a 3 dni potem z Bayernem.. więc jakąś rotację trzeba wkomponować w to.
Reasumując, jednocześnie jestem bardzo podekscytowany środowym spotkaniem a jednocześnie bardzo nim przestraszony, bo jakikolwiek inny wynik niż zwycięstwo nie może paść, jeśli mamy poważne aspiracje do tytułu. Ale nie mam pojęcia czego się spodziewać po naszej grze.
Przy okazji - pozdrowienia dla Matta który będzie na tym spotkaniu!



