Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Bassu
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 7173
Rejestracja: 20 lis 2005, 9:04
Reputacja: 682
Kibicuję: Manchester United
Lokalizacja: Mexico

Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Bassu » 10 lut 2014, 23:22

Czytałem dzisiaj w pracy ciekawa wypowiedź, na temat budowania mitu 'następcy Fergusona'. I wbił mnie w ziemię jeden bardzo prosty argument. Skoro wszystko miało być tak, że po bossie spadek odziedziczyć ma jakiś jego następca w myśl idei, że 'u nas to się robi inaczej' to dlaczego Ferguson nie wychował sobie takiego człowieka na piersi w ciągu ostatnich 5-10 lat, sadzając go obok jako asystenta? Zamiast tego, obarczył tym zaszczytem Moyesa. I to nie tylko był zaszczyt objęcia Manchesteru United, ale też samej nominacji od swojego rodaka. Mam świadomość, że to kolejne dywagacje, ale możliwe że właśnie takim sposobem dałoby się więcej uratować z tego okrętu, a sam trener nie wyglądałby po każdym meczu jakby chorował na chorobę morską i zaraz miał puścić pawia.

Obrót sytuacji w trochę innym kierunkom dawałby dobrze osadzonemu w realiach rządzenia Old Trafford większą swobodę, przegląd zespołu i wreszcie jakąkolwiek koncepcję, zamiast motania się z prawa na lewo. Moyes rozczłonkował całkowicie monstrum jakie przez tyle lat tworzył Ferguson. Nie sądzę, że trzeba być wybitną jednostką aby tego dokonać. Po prostu najzwyczajniej w świecie to za głęboka woda na Moyesa i tyle. Sami piłkarze zdają się nie wierzyć w jego myśl, są po prostu na boisku i wykonują polecenia, ale to tak jakby nauczyciel wuefu w podstawówce kazał robić coś na ocenę, a uczeń wykonywał no bo będzie pała i tyle/ w wypadku United po premii, po pensji, wydalenie z klubu.

Gdy więc kamery pokazują, jak Cziczarito wkłada koszulkę w gacie, widać że kiwa jak posłuszny osiołek głową na to co mówi do niego Moyes. Jednak w momencie gdy już jest na boisku, wątpię czy jakoś to na niego wpływa i się do tych słów stosuje. Większość piłkarzy za Moyesa po prostu robi to samo- przychodzi do pracy, słucha szefa, wybiega na boisko, a po 90 min odbija się na karcie pracy. Bój się Boga, żeby jakieś nadgodziny się zdarzyły. Mediom też można powiedzieć, że się na treningach wylewa siódme poty i wrzucać radosne fotki z przebieżek. Przecież od tego jest ten cały PR, żeby jednak pewne sprawy nie wychodziły na światło dzienne.

Do tego dyplomatycznie z klubu odchodzi Vidic, zaraz pewnie zabraknie tez Evry i Ferdinanda. Wszyscy 'szukają wyzwań' ,bo co mają powiedzieć? Każdy z tych graczy mógłby stać się legendą i zawiesić na Old Trafford buty na kołku po jeszcze min 2 dobrych sezonach w tym klubie, na jakie stać każdego z nich. Vidic jednak woli rozbijać się w serie A grając o pietruszkę w jakimś przeciętniaku, Evra bić się za Monaco, a Ferdinad sam pewnie jeszcze nie wymyślił dla siebie miejsca na ziemi.

A wystarczyło tylko przewidzieć, jaki obrót mogą wziąć pewne sprawy. I oczywiście, że ja jako kibic mam nadzieję, ze Moyes jakoś w końcu się podniesie. Wierzę w ludzi i każdy najmniejszy plus staram się u tego człowieka punktować. Ale jak wychodzę do pubu na mecz i machnę parę rytualnych piw z kumplami, to na prawdę mam ochotę zwyzywać go i buzuje we mnie także ludzka złość.

Jeśli ktoś z Was uważa, ze to ten obrazek

Obrazek

to oznaka radości, to muszę się nie zgodzić. To jest zestresowany, zjedzony przez nerwy człowiek, który nie wie dlaczego nic w tej jego taktyce nie działa i nie umie wygrać z Fulham, ostatnim zespołem w lidze, w dodatku wzbogaconym młodymi zawodnikami z drugiej drużyny. Ale prawdą jest też, że gdyby wczoraj skończyło się na 2:1 to słuchalibyśmy o przebudzeniu, o charakterze i o nadziei. Dla mnie już samo stracenie gola i szansa na 0:2 z takim rywalem na własnym boisku to blamaż. Gramy tak, że się zaczynają się ciche drwiny takie jak te obrońcy Fulham, Dana Burna:
- Nie wybiłem tyle piłek w meczu od czasu gry w Conference. Wiedzieliśmy, że tak się stanie i cieszyłem się, gdy zaczęli tak grać. Mam 2 metry wzrostu. To znacznie pomaga w walce o takie piłki.

- Gdy cofnęliśmy się do defensywy, chcieliśmy trzymać się razem, aby rywale krążyli dookoła nas. Mieliśmy liczebną przewagę w polu karnym. Manchester United ma wspaniałych zawodników. Innego dnia być może udałoby nam się strzelić więcej, jednak w tym meczu broniliśmy się bardzo dobrze – zakończył obrońca Fulham.
Jak słusznie więc nasz trener ujął, zespół cierpi. A on nie wie co się dzieje, tylko jak troskliwy tatuśko w papciach szuka powodu nie tam gdzie trzeba. I zapomina, że w Untied są charakterne chłopaki i czasem trzeba któregoś mocno pierdolnąć butem w głowę, żeby sobie przypomniał dla jakiego klubu gra.

Wróć do „Anglia”