Tak, szczególnie w takich istotnych meczach jak finał LM 2011. Chyba tylko on i Evra jako jedyni zachowali twarz. Może jeszcze Giggs za asystę, ale Walijczyk i tak rozczarował po tym co prezentował w ćwierćfinałowym dwumeczu z Chelsea czy ówczesnych spotkaniach ligowych. Dwa lata wcześniej w Rzymie obok Ronaldo to właśnie również Rooney był najjaśniejszą postacią. Wiadomo, przegraliście, ale nie karciłbym tak Anglika. A Mundial 2010? Cała Anglia była beznadziejna, ale choćby w takim meczu z Algierią to właśnie Rooney jako jedyny do samego końca próbował coś wyszarpać, był po kontuzji, bez formy, ale biegał, próbował, strzelał.red85 pisze:że się stara, ale zdecydowanie gorzej jest, jeśli zespół jest w dołku.
Dziwi mnie taki najazd na niego. W tym sezonie do grudnia w pojedynkę ciągnął ten wózek, przecież gdyby nie jego znakomite dośrodkowania albo gole, to bylibyście jeszcze niżej w tabeli. W sezonie 2011/2012 te 27. goli też się z dupy nie wzięło. W zeszłym sezonie już za strzelanie wziął się van Persie, ale i tak dwanaście trafień Anglika to niezły dorobek. Klub go sprzeda, a później będą komentarze, że w tej sytuacji to Rooney zrobiłby to i tamto.
Charakter jest utrudnieniem, ale gdzie mu do takiego Balotelliego.



