Re: FA Cup (Puchar Anglii)

Awatar użytkownika
sickstick
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 23319
Rejestracja: 07 sty 2012, 19:07
Reputacja: 6277
Kibicuję: 4rsenal

Re: FA Cup (Puchar Anglii)

Post autor: sickstick » 10 mar 2014, 10:11

Miałem w miniony weekend przyjemność obejrzeć wszystkie cztery spotkania ćwierćfinałowe, pokuszę się zatem o krótkie podsumowanie.

Na najwyższym poziomie stało niewątpliwie spotkanie Arsenal-Everton. Dla drużyny The Gunners było to jedna z lepszych gier w ostatnim czasie. Wszyscy zawodnicy ofensywni zasłużyli na pochwałę, nawet leniwy Ozil dużo biegał, a będący bez formy Cazorla zagrał porywająco. Najlepszy na boisku Oxlade-Chamberlain, który jest w ostatnim czasie motorem napędowym Arsenalu. Na 4+ zasłużyła obrona, która prócz bramkowej kontry i jednego indywidualnego błędu Vermaelena nie dała się zaskoczyć. Pewnie Fabian, ciekawe czy dogra cały puchar, czy może w ewentualnym finale Wenger postawi na Szczęsnego. Drużyny Evertonu szkoda, bo z wszystkich 8 ćwierćfinalistów to właśnie oni zaprezentowali się najlepiej po Arsenalu.

Bardzo przyjemny mecz zaserwowały nam Sheffield United (L1) i Charlton (Championschip). Mimo przewagi gości to piłkarze z Sheffield wyprowadzali znacznie groźniejsze kontrataki. Zabawne, w okolicach 70 minuty napastnik Charltonu Harriot nie trafił do pustej bramki przy stanie 0:0, a kilka minut później było już 2:0. Z przewagi Charltonu nic nie wynikało i z taką grą zespół szybko poleci z Championschip (obecnie są ostatni, ale aż z 3 spotkaniami zaległymi). Wielkie wrażenie zrobił na mnie znany z FMów obrońca Harry Maguire, który prócz pewnej gry w obronie, kapitalnie wprowadzał piłkę na drugiej linii. Wróżę 21-letniemu piłkarzowi karierę w Premier League.

Słabe wrażenie pozostawiło po sobie spotkanie Hull z Sunderlandem, głównie ze względu na drużynę gości. Czarne koty lecą na łeb na szyję do drugiej ligi, ich gra jest fatalna. Dziwne to, bo przecież personalnie wyglądają całkiem nieźle.

Na koniec wisienka na torcie, czyli Manchester City - Wigan. Cieszy (szyderczo) fakt, że City przejęli słynny gen frajerstwa od Arsenalu i nie po raz pierwszy zawodzą w ważnym spotkaniu ze słabiutkim rywalem. W pierwszej połowie City w piłkę nie grało, podobnie jak przez pierwsze 10 minut drugiej - na ich nieszczęście rywale dali radę w tym czasie strzelić 2 gole. Gdy City wzięło się do gry, to wjechali na rywali niczym walec i tylko ogromny pech nie pozwolił im odrobić strat - Dzeko z 2 metrów do pustej przeniósł piłkę nad poprzeczką, poza tym mieliśmy chyba 3 słupki czy niesłusznie odgwizdany spalony Aguero w sytuacji sam na sam. Trzeba jednak przyznać, że gol Nasriego nie powinien być uznany, bo stojący na spalonym Lescott zasłaniał bramkarzowi piłkę przez 3/4 jej lotu i w ostatnich chwili nad nią przeskoczył. Z wielką uwagą przyglądałem się grze Josha McEachrana, a którym wspomniano ostatnio w temacie Chelsea - niestety gość zawiódł na całej linii. Nie odbierał piłek, nie wbiegał do przodu przy akcjach ofensywnych, bardzo często tracił piłkę.

Przed nami 2 półfinały: Sheffield-Hull i Wigan-Arsenal. W pierwszym ze spotkań faworytem jest oczywiście 13-nasty zespół PL, jednak po wczorajszym spotkaniu nie przekreślałbym drużyny Sheffield, która ma zabójcze kontry. Zobaczymy tylko, czy ich obrona będzie równie solidna przeciwko rywalowi z wyższej ligi. Mimo wszystko stawiam na awans Sheffield. W drugim półfinale, podobnie jak w samym finale, faworyt jest tylko jeden.

Wróć do „Anglia”