http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/783 ... jkiem.htmlZwiązkowcy w Przedsiębiorstwie Państwowym „Porty Lotnicze”, zarządcy warszawskiego portu, rozważają akcję strajkową. To reakcja na wypowiedzenie zakładowego układu zbiorowego pracy obowiązującego od lat 90.Użyjemy wszelkich przewidzianych prawem środków, z zatrzymaniem lotniska włącznie – zapowiadają anonimowo przedstawiciele związków zawodowych działających w przedsiębiorstwie. Nie chcą się wypowiadać pod nazwiskami – jak argumentują – by ich stanowisko nie zostało wykorzystane w złej woli przez dyrekcję w trakcie czekającej obie strony batalii.
A będzie się działo, bo pracownicy nie zostawiają na sprawcy zamieszania, nowym dyrektorze Portów Michale Kaczmarzyku, suchej nitki. Twierdzą, że nie zna się na zarządzaniu lotniskiem, w dodatku od początku nie chciał załatwić ugodowo sprawy uszczuplenia przywilejów pracowników. W zakładowym układzie zbiorowym pracy (ZUZP) kluczowy jest zapis, który zwalnianym pracownikom daje prawo do dużych odpraw. Jeżeli ktoś jest zatrudniony w przedsiębiorstwie od trzech do pięciu lat, ma prawo do 12- miesięcznej odprawy; od pięciu do dziesięciu lat do 24-miesięcznej; a powyżej dziesięciu lat do 36-miesięcznej. W ZUZP są też dodatki do wynagrodzenia, m.in. zwrot kosztów za pranie ubioru służbowego i umundurowania czy dodatek za prace przy obsłudze elektronicznych monitorów ekranowych.
– Przedsiębiorstwo nigdy nie wzięło od Skarbu Państwa ani złotówki, co roku odprowadza do budżetu wiele milionów z podatków. Zyski, jakie wypracowuje, są także efektem naszej pracy – mówią przedstawiciele czterech z siedmiu związków zawodowych w PPL.
Zaznaczają, że w porozumieniu chodzi też o kwestie bezpieczeństwa. – Do skomplikowanych zadań związanych z obsługą samolotów przy starcie czy lądowaniu trudno skierować osobę, która będzie szkolona trzy miesiące – tłumaczą.Dyrekcja odpiera jednak argumentację związkowców, podając biznesowe uzasadnienie swojej decyzji. – Działalność PPL cechuje duży udział kosztów o charakterze stałym – ok. 90 proc., w tym udział kosztów pracy na poziomie 53 proc. To powoduje, że nasza firma jest bardzo mało elastyczna w stosunku do zmieniających się warunków rynkowych – podkreśla Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy PPL.
Według niego wypowiedziany układ był w dotychczasowej formie bardzo dużym obciążeniem, uniemożliwiającym sprawne zarządzanie przedsiębiorstwem i konkurowanie z innymi europejskimi lotniskami.
– Zaktualizowane prognozy finansowe przewidują, że nadchodzące lata będą dla przedsiębiorstwa okresem trudnym, pełnym ryzyka i napięć finansowych, w którym skumuluje się kilka istotnych dla naszej działalności czynników – dodaje Przybylski. Należą do nich m.in. potencjalne zobowiązania związane z roszczeniami utworzonego Obszaru Ograniczonego Użytkowania (OOU), rozliczenie kosztów wstrzymanych i zaniechanych inwestycji, jak system paliwowy Hydrant, czy też potencjalne odpisy związane z zaangażowaniem kapitałowym PPL w spółki z grupy kapitałowej. Chodzi o spadek wartości udziałów PPL w lotniskach Modlin oraz Goleniów.
Te elementy w 2013 r. zmusiły firmę do zawiązania rezerw. I przedsiębiorstwo, które rok w rok generowało zyski, za 2013 r. wykaże stratę. Około 197 mln zł – wynika z nieoficjalnych informacji.
Jednak związki taką argumentację przyjmują za fałszywą. Przypominają, że jeszcze w lutym w formularzu F01, który dyrekcja składała do GUS, widniał zysk na poziomie 43 mln zł. – Ta zła sytuacja finansowa jest więc efektem zapisu księgowego. Nasza firma nie jest bankrutem. Mamy dodatnie przepływy finansowe i generujemy zysk z działalności operacyjnej – twierdzą pracownicy.Według nich taki ruch jest tylko pretekstem do wykonania skoku na kasę, którym ma być utworzenie Polskiego Holdingu Lotniczego w celu ratowania LOT-u. – To, co się u nas dzieje, to tylko przykrywka do realizacji tego planu – przewidują związkowcy.
Chodzi o koncepcję skupienia w jednej spółce wszystkich lotniczych aktywów Skarbu Państwa, do której jednak oficjalnie w żadnym ministerstwie nikt się nie przyznaje. Niemniej związkowcy nie chcą holdingu, bo – jak mówią – dziury finansowej, jaką wypalił LOT, nikt nie jest w stanie zasypać. A wydrenowanie ich przedsiębiorstwa ściągnie je na dno razem z załogą.
36 miechów



