Gdyby Messi nie był w gazie, przed tym meczem miałbym znacznie mniej obaw. Ten gość zawsze jest w stanie coś zrobić, nawet jak Barcelona jako zespół sobie nie radzi. Mimo to w tym meczu oczekuję zwycięstwa Realu, które potwierdziłoby, że drużyna rzeczywiście poważnie aspiruje do wygrania wszystkiego, a nie tylko sprawia dobre wrażenie w starciach ze znacznie słabszymi rywalami. Jest to tym samym poważny test dla Carlo, który musi potwierdzić, że w Madrycie potrafi wygrywać te wielkie mecze. Na razie bilans tego typu starć wypada tak sobie.
Choć zwycięstwo to wynik zdecydowanie preferowany, remis też nie byłby najgorszy, gdyż przy nim liga pozostałaby pod względną kontrolą Realu. Ewentualna porażka, której nie biorę pod uwagę, może nawet oznaczać utratę pozycji lidera i zaprzepaszczenie wszystkich efektów ciężkiej pracy od początku roku, bo Atletico prawie na pewno poradzi sobie z Betisem, a jak Barcelonie da się wiarę, może wygrać do końca wszystko.
Nadszedł chyba czas by Real pokonał Barcelonę grając swoją, ofensywną piłkę. Trudno jednak oczekiwać, że uda się pozbawić tych klepaczy przewagi w posiadaniu piłki, więc fundamentem będzie oczywiście obrona. Statystyki w defensywie są w tym roku dobre, ale cóż one znaczą przed takim meczem. Weryfikacja ich wartości właśnie nadchodzi.



