Dzisiaj dwukrotnie rozmawialiśmy z Konradem Gołosiem. Za pierwszym razem, gdy diagnoza mówiła, że będzie musiał poddać się zabiegowi. Kilkadziesiąt minut później przekazaliśmy mu dobrą informację. - Wiedziałem, że wytrzymam, bo moje serce kocha piłke.
Gdy przed otrzymaniem dobrej wiadomości rozmawialiśmy z Konradem ten był załamany. - Wiem jedno - będę jeszcze grał w piłkę - powiedział nam zrozpaczony. - Nic nie wiedziałem o tych problemach - usprawiedliwiał się jakby to była jego wina.
Wieczorem przekazaliśmy mu dobrą informację i Konrad odetchnął z ulgą. - Wiem, że moje serce wytrzyma, bo ono kocha piłkę. Czuję się na siłach grać - powiedział wyraźnie weselszy. - Teraz za dużo ludzi na mnie liczy, bym mógł ich zawieść. Szczególnie, gdy wreszcie trafiłem do takiego wielkiego klubu, o jakim marzyłem. Gdyby okazało się, że rzeczywiście jestem dla Wisły problemem, nie będę stwarzał problemów i rozwiążę mój kontrakt.
Konrad przez ostatnie dni nie próżnował. Oprócz krążenia od gabinetu do gabinetu ćwiczył indywidualnie. Na własnych urządzeniach budował masę mięśniową. Na informacje, że wreszcie ma dołączyć do kolegów z drużyny reaguje spontanicznie. - Niech mi pozwolą chociaż biegać wokół boiska.
Według naszych informacji sztab medyczny Wisły dmuchał na zimne. Kardiolog sportowy nie potwierdził obaw kardiologa ogólnego.
TWSD
W końcu dostaliśmy właściwą młodzież. Mam na myśli Błaszczyńskiego i Gołosia właśnie. Nie są to Brożki, które siadają na laurach bo grają w Wiśle (już niedługo



