Przed meczem siedziałem cucho, bo sam nie wiedziałem czego się spodziewać. Oczywiście - traktowałem Bayern jako pełnoprawnego faworyta, ale w głębi serca liczyłem, że moje United pokaże pazur. Radość po golu Serba można porównać z krzykiem po zdobyciu bramki w finale. To pokazuje zresztą jakim prestiżem obwijał się ten mecz.
Cuda w bramce wyczyniał dziś De Gea, po raz kolejny zachowywał się jak kocurrrr. Jeśli Del Bosque nie powoła go na mundial, tym bardziej po kontuzji Valdesa, to świat schodzi na psy. Przecież to obecnie najlepszy hiszpański bramkarz!
Co przed rewanżem? Czuję się niedosycony stratą bramki, bo dało się donieść jednobramkową zaliczkę do końca. Jeśli udało się nam objąć prowadzenie dziś, to czemu nie w Monachium?



