Koniec końców, jak stwierdziłem wcześniej, nie mamy na co narzekać. Grając w Manchesterze zdominowaliśmy mecz (choć tą dominację potwierdziliśmy tylko jedną bramką - tu jest spore pole do poprawy), momentami zamykając gospodarzy w zamku hokejowym (a MU grał w końcu w "11", nie jak Arsenal w "10"). Zapora jaką stworzyli gospodarze okazała się jednak bardzo szczelna i tutaj Guardiola musi pogłówkować przez najbliższy tydzień, czy taka taktyka opłaci się na rewanż. W końcu to nie Bayern musi strzelać w Monachium. Z drugiej strony, trudno, żeby Moyes szedł na wymianę ciosów z Bayernem, w zasadzie to co wczoraj grał MU to jedyna możliwa taktyka na Bayern (może nie dla zespołów pokroju Realu czy Barcelony, ale dla MU na pewno tak). Schowanie się za podwójną gardą i wyczekiwanie na kontry. Co w dniu wczorajszym gospodarzom udało się znakomicie.
Tak jak mówiłem już po losowaniu - Manchester w tej rywalizacji może tylko wygrać, a Bayern tylko przegrać, co nawet widać w komentarzach po tym meczu. Kibice MU jarają się remisem, co najmniej jakby pogromili Bayern - w czasach Alexa Fergusona ten remis byłby traktowany jak porażka. Z kolei fani Bayernu (nie wykluczam tu siebie) mają odczucia jakby przegrali, chociaż Bayern uzyskał bramkowy remis na wyjeździe. Świat rzeczywiście stanął na głowie
Liczę oczywiście na inny wynik w rewanżu i nie obawiam się go. Bo jeśli mamy obawiać się porażki lub wysoko bramkowego remisu u siebie z Manchesterem, to nie mamy co w tej edycji Ligi Mistrzów szukać.


