Re: Zwała

Awatar użytkownika
Carbon
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11283
Rejestracja: 05 lip 2013, 19:44
Reputacja: 1147
Lokalizacja: ALBQ, New Mexico, USA
Kontakt:

Re: Zwała

Post autor: Carbon » 14 kwie 2014, 21:30

Przytrafiła mi się wczoraj bardzo
paranormalno-kryminalna historia.
W mojej klatce mieszkała pani Ela, słusznego
wieku kobieta, która kiedyś pracowała
podobno jako księgowa w administracji
osiedla ale od jakichś 20 lat była na
emeryturze i tylko z okna księgowała
podwórkowych sebów na policję za walenie
browarów. Jak byłem mały to jeszcze
ogarniała i potrafiła nas ganiać po całym
osiedlu za kopanie piłką o ścianę ale ostatnie
kilka lat to już ledwo chodziła, przestała
poznawać sąsiadów i w końcu spadła z
rowerka kilka miesięcy temu. Dostała zawału
jak wchodziła po schodach i tak ją sztywną
znalazł sąsiad. W sumie nic dziwnego, że jej
serce nie wytrzymało tego dymania po
schodach bo ważyła ze 150 kilo. Wielka była
jak kontener.
No i teraz się zaczyna najdziwniejsze bo
wczoraj przyszedł do mnie listonosz z listem
poleconym z uczelni (że mnie wypierdalają jak
się potem okazało) a jako, że ten listonosz u
nas śmiga po dzielni już z 10 lat to zawsze
się z nim zamieni dwa słowa jak przyjdzie, bo
to taki janusz-śmieszek co emerytki zawsze
spyta o stawy a facetom opowie jakiś świński
kawał xD No to gadam z listonoszem, pytam
czy dużo pracy jeszcze czy już kończy i do
domu a on mówi, że moja klatka ostatnia tego
dnia i zaraz leci do brata na wódkę tylko musi
jeszcze emeryturę pani Eli zanieść. Mówię mu,
hehe panie pan to jesteś jajcarz nie xD a on,
że owszem, pożartować lubi ale z emeryturami
żartów nie ma bo tam się wszystko musi
zgadzać jak w szwajcarskim zegarku, bo jak
coś się nie zgodzi to mu po pensji polecą. No
to mówię, że przecież Ela pół roku już w
grobie, to jak on jej zamierza emeryturę dać
chyba na cmentarz zanieść i pod lastryko
włożyć, jeszcze sąsiad przechodził to też
potwierdził, że ona już dawno martwa.
Listonosz na nas z mordą, że jak [k****]
martwa jak on jej miesiąc temu emeryturę
przynosił i osobiście mu odbiór kwitowała.
Tłumaczymy mu z sąsiadem jak komu
dobremu, że panie, pan chyba jakąś wódkę
dzisiaj już piłeś z tym bratem bo Ela to już
przed Wszystkich Świętych ducha oddała na
tychże schodach, po których pan stąpasz.
Własnoręcznie ją sąsiad znalazł i na karetkę
zadzwonił, każdy w klatce to powie. A
listonosz, że chyba sobie kpimy z niego i on
nawet ma przy sobie pokwitowanie jeszcze i
może poświadczyć nim, no i faktycznie
wyciąga papier z datą 04.03.2014 i podpisem
Eli, że 1370zł emerytury przyjęła.
Tego już było za wiele i się wszyscy zlękliśmy
nie na żarty co tu się odpierdala. Jak zmarli z
grobów wstają i pobierają świadczenia to się
przecież cały ZUS rozpierdoli w piździec. A jak
ZUS pizgnie to i poczta bo przecież emerytury
i renty to dla nich połowa roboty.
Mówię, panowie, idziemy do Eli komisyjnie i
sprawdzimy o co chodzi. Jak będzie żywa to
ją opierdolimy za te żarty a jak martwa to
emeryturę bierzemy na trzech i dupa cicho. No
to poszliśmy, tłuczemy w drzwi ale nikt nie
otwiera no to mówimy z sąsiadem, że pani
listonoszu jak to jajca były to panu mordę
obijemy a on, że przecież by Eli podpisu nie
fałszował bo to jest z miejsca kryminał i on w
dodatku jest urzędnikiem państwowym,
zaufania publicznego osobą.
Nagle słyszymy, że zamek się otwiera w
drzwiach i wychodzi Elka we własnej, grubej
osobie. Już nawet długopis ma w ręce żeby
kwitować odbiór pieniędzy. Z sąsiadem to aż
na półpiętro spierdoliliśmy taki nas strach
wziął. Ela łapę po pieniądze wyciąga a
listonosz, że mówił przecież żyje i kto tu jest
pijany i kto komu w mordę da za dowcipy
głupie. My lecimy do Eli i pani Elu, żądamy
wyjaśnień bo przecież pan Staszek tutaj panią
przed Wszystkich Świętych jeszcze martwą
znalazł. Ale Elka jebana nic nie mówi tylko
głową jakoś tak kręci, twarz ręką zasłania.
Złapałem ją za chabety i krzyczę już
rozgorączkowany, co się [k****] dzieje, co. A
ona do mnie takim grubym głosem żebym ją
puścił [ch**]. No to już było widać, że coś jest
nie tak, sąsiad doskoczył i się zaczęła
szamotanina, Elka mnie chciała w mordę dać
ale nie trafiła i dostał listonosz, to już we
trzech ją szarpiemy. Nagle jej spod ubrania
poduszka wypada, potem druga, peruka z
głowy spada, Elka się rozprostowała jakoś i
już jest wyższa ode mnie- myślę, ja pierdole
chyba się transformuje w coś i mnie [k****]
zeżre żywcem. Odskoczyliśmy od niej,
patrzymy, a to normalny facet przed nami stoi,
tylko umalowany. Był to aktory teatralny i
telewizyjny Artur Żmijewski, który ewidentnie
podszywał się pod nieboszczkę żeby wyłudzać
emeryturę. Wygląda na to, że będąc odtwórcą
roli ordynatora Burskiego w emitowanym od
1999 serialu Na Dobre i Na Złe wykorzystał
swoje znajomości w kręgach okołomedycznych
żeby załatwić, że akt zgonu Eli nie został
wysłany do do ZUS.
Postawiliśmy Żmijewskiemu ultimatum, że
albo dzwonimy po policję albo wypierdala i
nigdy więcej się u nas na osiedlu nie pokazuje
a on mówi, że dobra dobra po co te nerwy
panowie, już sobie idzie przecież nie ma co
robić scen. Jak już wychodził to jeszcze go
listonosz zawołał żeby jeszcze autograf dał
dla żony bo jest fanką Ojca Mateusza. No to
Żmijewski, że jasne nie ma sprawy, cokolwiek
pan zechce, i mu autograf dał. Tylko
zauważyłem, że mu listonosz do tego
autografu podsunął pokwitowanie za
emeryturę, i teraz pewnie te 1370 z bratem
przepija.





Jesienią byłem na weselu jakiejś dalekiej
rodziny. Siadamy do stołu a tu nagle trzy
miejsca ode mnie siedzi chluba Polskiego
Związku Narciarskiego i kierowca rajdowy
Adam Małysz. Na początku jak było pierwsze
danie to wszyscy dookoła byli bardzo
nieśmiali bo tak ich olśniła osoba Adama,
tylko jego żona Izabela mu cały czas
podsuwała łyżkę z rosołem pod usta i
namawiała żeby zjadł trochę ale Małysz
mówił, że głodny nie jest, że nie chce. No to
Iza Małyszowa wyjęła ukradkiem z torebki
bułkę z bananem i dała naszemu Adasiowi, to
spałaszował od razu, ze smakiem. Jak już
wszyscy wypili po kilka kieliszków to ludzie
nabrali trochę kurażu i zaczęli zagadywać, co
Adam robi z nami na weselu i okazało się, że
jest bratem ciotecznym ojca panny młodej.
Wszyscy zaczęli Małyszowi mówić jak to go
szanują i jakich nam wzruszeń dostarczył
swoimi skokami a Małysz dziękował i z nami
pił. Ze mną też.
Przed samymi oczepinami wyszedłem zapalić i
akurat Adaś też stał na szlugu to zaczęliśmy
sobie rozmawiać i mu pijany wyznałem, że jak
byłem mały to moim największym marzeniem
było skakać tak jak on, i jak gdzieś w gazecie
było jego zdjęcie to wycinałem i sobie
wklejałem do specjalnego zeszytu. Adam mi
na to mówi, że płynie w nas ta sama krew
więc gdybym tylko chciał to mógłbym skakać
tak jak on. Ja na to mówię, że nie wierzę w to
bo nie jestem taki lekki jak piórko jak on.
Małysz mi powiedział, że mi pokaże, że też
mogę latać.
Ustawił mnie na szczycie schodów przed salą
weselną, pokazał właściwą pozycję do startu i
jak się wybić i pouczył żeby w locie się wygiąć
tak aerodynamicznie a potem to lądowanie to
jak już uważam- albo na dwie nogi albo
telemarkiem. Nie powiem, bałem się trochę ale
Adam powiedział, że muszę tylko uwierzyć w
siebie a wtedy wszystko będzie możliwe. No to
wybiłem się z całej siły i poszybowałem w
powietrzu, ale doleciałem tylko do połowy
schodów i pierdolnąłem tak, że straciłem
przytomność.
Jak się obudziłem to Małysza już nie było
tylko lekarze mnie zbierali z ziemi i wsadzali
do karetki a moja matka płakała. Skończyło
się na wybitej rzepce, złamaniu nadgarstka,
rozcięciu głowy i wstrząśnieniu mózgu, przez
co musiałem 3 dni spędzić w szpitalu.
Pierdolony Adaś mnie podpuścił dla żartu, bo
nie było w nas tej samej krwi, tylko ja byłem
ze strony pana młodego a on panny młodej.






Siema wszystkim, nie uwierzycie co się stało.
Właśnie wróciłem z kasyna i nie dowierzam w
to, czego doświadczyłem.
Poszedłem z kumplem do kasyna mając
nadzieję, że zarobimy jakieś sianko.
Wchodzimy do lokalu, od razu poszliśmy
na jednorękiego bandytę. Niestety mamy tutaj
tylko jedną taką maszynę, ale w sumie nam to
nie przeszkadzało bo i tak z kumplem dzielimy
się fifty-fifty. Usiadłem przed maszyną, kątem
oka widzę że ktoś stoi obok mnie. Podnoszę
głowę a tutaj Lucjan z M jak Miłość. Jak
zawsze elegnacki, szykowny i sprawiał
wrażenie miłego. Myliłem się. Kiedy wstałem
aby go przywitać usłyszałem tylko:
wypierdalaj szmato zajebana, przysiadłeś się
do tej maszyny a inni też chcą pograć
Cała sympatia do mojego ulubionego aktora
nagle spadła do 0. Bez namysłu
odpowiedziałem "kim ty kurwo jesteś, żeby mi
rozkazywać". On nadal stoi niewzruszony ale
nagle nacharał mi na ryj. NORMALNIE STARE
DZIADZISKO NAPLUŁO MI W TWARZ,
CZUJECIE? Już chciałem go uderzyć ale
uprzedził mnie. Później pamiętam tylko jak
leżałem na podłodze i dostawałem srogi oklep
od starucha z TVP. Kolejny fleszbek jest już ze
szpitala. Ocknąłem się, w tym samym czasie
Lucjan to zauważył i poprosił pielęgniarkę aby
wyszła z sali. Kiedy drzwi sie zamknęły
powiedział do mnie "wiesz, że zadarłeś z
niewłaściwą osobą?" odłączając po kolei
wtyczki aparatury od listwy zasilającej.
Czułem się jak w piekle, wiedziałem że umrę.
Całe szczęście po chwili przybyła jego
wnuczka i poprosiła dziadka o wyjście na plac
zabaw nieopodal, i poszli. Teraz już wiem, że
Lucjan w rzeczywistości nie jest poczciwym
staruszkiem, a prawdziwym gangsterem i
radzę na niego uważać.



Chciałbym pozdrowić Jurka Owsiaka którego
kiedys spotkałem w biedronce przy jarmarku
pogórzańskim. Podchodze do niego i mowie
czesc Owsiak. A on tylko Elo i odwraca głowe.
Sprzedałem mu blache w potylice i mowie
sluchaj mnie bo ci nie dam kasy na ziarno dla
kur. Jurek cos tupnał, cos mruknał ale mowi
dobra słucham ciebie cierpliwie, co masz mi
do powiedzenia. Czemu sprzedawales uran
czeczenom? Jerzy Owsiak powiedział do mnie
- ty [k****] gnoju i przykleił mi serduszko do
czoła. Potem wybiegł ze sklepu.

Wróć do „Hyde Park”