Poza tym już w trakcie filmu zastanawiałem się, ze o ile w innych częściach podkreślano przemianę Wayna w Batmana i dzielące ich różnice (z gapowatego Wayna w dwóch pierwszych filmach, z z Wayna-idioty w następnej i z Georga Clooneya w... Georga Clooneya w masce- w ostatniej), to tutaj potraktowano Wayna jako maskę. A potem przyszedł łzawy koniec, który próbując myśleć za mnie (i tłumacząc mi wszystko) zwalił mi cały film. Ale pomijając powyższe detale, to całkiem przyjemnie się ogladało. Podobało mi się, że Nolan nawet w wysokobudżetówce drwi sobie z chronologii zdarzeń. Szkoda tylko, że nie mogłem porównać tego wizualnie z pierwszymi częściami, bo jakość była fatalna. Ale wierzę, że Gotham nie było tak przesłodzone jak w poprzednim "dziele"
Do kina iść nie warto, ale ściągnąć sobie domu obejrzeć to jak najbardziej.
Oglądałem jeszcze niedawno "Za wszelką cenę", ale to już żadna nowość, więc się nie rozpiszę.



