Nauczyciel dał dzieciom w klasie zadanie domowe. Mieli poprosić swoich rodziców o opowiedzenie im jakiejś historii z morałem. Na drugi dzień w klasie dzieciaki zaczęły opowiadać historie, które usłyszeli od rodziców.
Pierwsza była Kathy: „Mój tato jest farmerem, hoduje mnóstwo kur niosek. Pewnego dnia miał zawieść jajka na targ. Wszystkie włożył do jednego koszyka, który położył na przednim siedzeniu samochodu. W drodze na targ wjechał w dziurę w jezdni i wszystkie jajka wypadły z koszyka i się rozbiły.”
- I jaki z tego morał? – Zapytał nauczyciel.
- Żeby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka – odparła rezolutnie Kathy.
- Bardzo ładnie – pochwalił nauczyciel – Teraz ty, Lucy.
„Nasza rodzina też ma farmę, tyle, że hodujemy kurczaki na mięso. Mieliśmy raz tuzin jaj, z których miały wylegnąć się młode kurczęta, ale okazało się, że z 12 jaj wyległo się ich tylko 10 żywych kurcząt Morał z tego taki, żeby nie liczyć kurczaków zanim się wylęgną”. – Jednym tchem wyrecytowała swoja historie Lucy.
- Świetna historia – pochwalił nauczyciel. – Teraz ty, Johnny.
Mały Johnny wstał i zaczął opowiadać:
Mój tatuś opowiedział mi historię o wujku Bobie. Wujek Bob był w Zielonych Beretach w Wietnamie i jego helikopter został raz zestrzelony za liniami wroga. Wujek miał przy sobie tylko butelkę whiskey, karabin oraz maczetę. Butelkę whiskey wypił spadając w dół, żeby się nie rozbiła przy lądowaniu. Na ziemi okazało się, że jest otoczony przez 100 żołnierzy wroga.
70 zdołał zabić z karabinu, ale skończyły mu się kule. Następnych 20 wykończył maczetą, a gdy w końcu ostrze maczety pękło pozostałych zabił gołymi rękoma.
- Dobry Boże! – krzyknął przerażony nauczyciel. - Jakiż to morał z tej historii przekazał ci ojciec?!
- Nie wkurzać wujka Boba, jak sobie wypije.



