Gdyby Neymar nie strzelił wczoraj gola w pierwszej połowie, to jak słowo daję, Brazylia by to mogła przegrać. Szczególnie, że chwilę wcześniej ich największy gwiazdor dostał żółtą kartkę. On też miał problemy z presją, każdy jego kontakt z piłką kwitowany był rykiem trybun.
Chorwacja w sumie całkiem dobrze się broniła przez pierwsze minuty po stracie gola. Na skrzydłach Brazylijczycy niewiele mogli zrobić, drużyna z Bałkanów wychodziła mocnym pressingiem, więc piłkarze "Canarinhos" musieli schodzić do środka. Strzał Neymara na 1-0 był piękny, naprawdę ładnie ta piłka weszła od słupka. Nie ma tutaj co obwiniać Pletikosa, bo w pierwszych momentach gry wybronił na razie interwencję turnieju.
W drugiej połowie gospodarze turnieju dalej mieli problemy z atakami, ale uratował ich ten karny.
No i dziwnie by było, gdyby Marcelo, mój ulubiony zawodnik w tej ekipie, największy śmieszek z drużyny, strzeliłby samobója, który miałby zadecydować o losach meczu.
Dziś Meksyk-Kamerun. Ciekawie jak Eto'o i spółka sobie poradzą, bo przeciwnika mają godnego. No i jaka tam atmosfera u nich panuje, skoro jednego dnia Eto'o ubliża Songowi, a następnego zamieszcza zdjęcie z kilkoma graczami, że jest u nich świetnie? Myślę, że padnie tutaj dużo goli. Meksyk radzi sobie naprawdę nieźle, nie bronią się non-stop, tylko próbują sami kreować grę. Kamerun zresztą podobnie, ich obrona do najlepszych nie należy, więc spodziewam się dużo błędów z ich strony. Mimo to drużyna z Ameryki Północnej spokojnie powinna tutaj zabrać trzy punkty ze sobą.



