
Było niesamowicie ciężko. Mecz zaczął się fantastycznie. Graliśmy dobrze i niespodziewanie prowadziliśmy dwoma golami, a Liverpool zaczął grać w dziesiątkę. Jednak z czasem pomimo osłabienia zaczęli bardzo wyraźnie dominować aż do samego końca spotkania. Nasz bramkarz Alex Smithies, który gra bardzo różnie w zwykłych meczach ligowych znów udowodnił, że wielkie mecze są dla niego. Zagrał wręcz genialnie i to głównie jemu zawdzięczamy awans do półfinału Capital One Cup
Chłopaki zostawili na boisko mnóstwo sił, trudno będzie mi ich zregenerować przed starciem w lidze, ale co z tego jak wygraliśmy na Anfield.
Właśnie dla takich niespodziewanych wyników aż chce się grać w tę dziwną grę. Czemu dziwną? Bo wybicia rywali przez pół boiska i więcej nawet ze stojącej piłki, które niezależnie od mojej taktyki kończą się sytuacją sam na sam są niepoważne. Skuteczność zawodników w takich sytuacjach tez jest niepoważna, ale co tam.
Z drugiej strony może jest w tej grze odrobina realizmu, bo w pierwszym sezonie Carlo sięgnął po Decimę, a mistrzostwo Hiszpanii zdobyło Atletico (druga Barca, Real trzeci).
Do losowania szczęścia nie mamy. Graliśmy na Goodison, graliśmy na Anfield to w półfinale zagramy na White Hart Lane. Od początku rozgrywek tylko raz zagraliśmy na własnym boisku. Paradoksalnie to wtedy zagraliśmy najsłabiej i daliśmy radę dopiero w karnych z Watfordem.



