Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Awatar użytkownika
League
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 19753
Rejestracja: 24 lut 2011, 20:02
Reputacja: 2463

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post autor: League » 24 cze 2014, 14:06

"Widziałem zezwierzęcenie szefów funduszu, który zarządza miliardami dolarów w Europie i Azji. Byłem zszokowany tym, jak ci chłopcy potrafią imprezować. Goście non stop wąchają koks, rano podłączają się do kroplówki, stają na nogi, idą pracować, a po pracy znowu wąchają".
Skończyłeś właśnie serial „Ciemna strona miasta” dla Polsat Play. Robiąc go, wszedłeś z kamerą do przestępczego świata Warszawy. Rozmawiałeś z dilerami, prostytutkami, mordercami... Jaki jest typowy polski morderca?

- Nie ma dwóch takich samych przypadków. Starając się otworzyć ludzi, nigdy ich nie potępiam, ani nie oceniam. Wiem, że każdy z nich, gdzieś głęboko, bardzo chce mi o sobie opowiedzieć. Bo w ten sposób może oddać część swojego bólu, doświadczenia, wyrzucić na zewnątrz kawałek ścierwa, licząc na oczyszczenie.

Prostytutki też to robią?

- Rozmowy z luksusowymi prostytutkami były dla mnie chyba najbardziej porażającym przeżyciem przy pracy nad serialem. Walnęło mnie to bardziej niż rozmowy z bandziorami. Miałem świadomość brudu życia, nigdy jednak nie usłyszałem o tym z ust młodej, ślicznej dziewczyny, która byłaby tak totalnie cyniczna, zepsuta, wyzuta ze złudzeń. Rozmawiałem z dziewczynami w wieku 20 lat, które miały psychikę 60-letniej ku*wy z „Pigalaka”. Były nastawione wyłącznie na kasę. Klasyfikowały faceta na podstawie zegarka, leasingowej rejestracji samochodu czy zdjęć mieszkania na Facebooku. Wchodząc w ich psychikę, doszedłem do wniosku, że albo ja żyję w Matriksie, albo one. Przygnębiło mnie, gdy uzmysłowiłem sobie, że nie umiem sobie wyobrazić, że te młode dziewczyny kiedykolwiek się zmienią. Założą rodzinę, przejdą przemianę duchową, będą miały jakieś ideały. Są tak zdegenerowane, że w ich przypadku nie widzę opcji na happy end.

Jak one żyją?

- Unicestwiają się każdego dnia. Potrafią na imprezie rżnąć się z całą drużyną piłkarską, która po seksie pakuje im kokainę do pochwy, a potem kręci to komórką i potem je szantażuje, żeby rżnęły się za darmo. Oczywiście te prostytutki twierdziły, że nie robią nic wyjątkowego, bo większość dziewczyn przychodzących do lanserskich klubów ma takie samo podejście do facetów jak one. Każda z nich marzy o znalezieniu bogatego frajera, który będzie im dawał kasę na ciuchy, operacje plastyczne i używki. Czują ogromne ciśnienie, by osiągnąć sukces. Jak wielu młodych ludzi, chcą zarobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Ale nie potrafią zarządzać forsą. Bo choć zarabiają po 3 tysiące złotych za noc, na koniec miesiąca są tak spłukane, że dzwonią do koleżanki z płaczem i błagają, żeby im pożyczyła 2 tysiące na opłatę za wynajmowane mieszkanie. Mogłyby inwestować pieniądze w legalny biznes, ale przepuszczają je na kokainę, ciuchy i imprezy, bezsensownie konsumując wszystko, co zarobią.

Kim są ich klienci?

- To muzycy, aktorzy, biznesmeni, politycy, dziennikarze, sportowcy. Tych ostatnich jest całkiem sporo. Nawet takich znanych na świecie.

Oni też są klientami dilerów?

- Kupują towar dla siebie albo dla dziewczyn, które są po kokainie bardziej energiczne w seksie. Są ekskluzywni dilerzy, którzy dla bezpieczeństwa obsługują jedynie 40 klientów - mają tylko biznesmenów, celebrytów, osoby z pierwszych stron gazet. Poznałem te nazwiska i zdziwiłabyś się, gdybym ci powiedział, kto to jest. Nie wiedziałem, jak wielka jest skala tego zjawiska. Jedna z dziewczyn powiedziała mi, że w lanserskich klubach na 100 osób wciąga 90, bo 10 to obsługa. A samotną dziewczynę najlepiej od razu pytać: drinka czy hajs?
Widziałem zezwierzęcenie szefów funduszu, który zarządza miliardami dolarów w Europie i Azji. Byłem zszokowany tym, jak ci chłopcy potrafią imprezować. Goście non stop wąchają koks, rano podłączają się do kroplówki, stają na nogi, idą pracować, a po pracy znowu wąchają.

Co cię jeszcze zszokowało?

- Przed nakręceniem „Ciemnej strony miasta” nie spodziewałem się, że samochody w Polsce ciągle są kradzione w tak dużych ilościach. Myślałem, że to się dawno skończyło. Zaskoczyła mnie także skala produkcji narkotyków w naszym kraju. Amfetamina produkowana jest u nas wręcz przemysłowo, świetnie się też mają gigantyczne plantacje marihuany, którymi - co ciekawe - zajmują się w Polsce głównie obywatele Wietnamu.

Polscy przestępcy są bogaci?

- Złodziejowi samochodowemu, jeśli jest dobry, wiedzie się rewelacyjnie. Wyciąga miesięcznie nawet 100 tys. zł. Stać go na okazałą willę, luksusowe samochody dla wszystkich członków rodziny i wystawne życie.

Ale w porównaniu z handlującymi bronią czy narkotykami złodzieje samochodów są płotkami?

- Im poważniejszy przestępca, tym większa świadomość ryzyka. Konkretni bandyci doskonale wiedzą, że któregoś dnia zapuka do nich policja, więc ukrywają majątki. Nie tylko nie mają nic na siebie, ale coraz częściej nie zapisują niczego na żony czy innych członków rodziny. W takim przypadku trudno jest oszacować ich rzeczywistą sytuację materialną. W każdym razie, nie mają problemu, by w ciągu dnia skołować kasę na gigantyczną kaucję...

Razem z ekipą filmową wchodziłeś do miejsc niedostępnych wcześniej dla kamer telewizyjnych. Miałeś na sobie kamizelkę kuloodporną?

- W przypadku akcji, w której zatrzymywany jest szczególnie niebezpieczny przestępca, który ma broń, „osoba przybrana”, taka jak ja, porusza się w kamizelce kuloodpornej, a czasami nawet w hełmie. Bezpieczeństwo jest priorytetem, więc w trakcie wywalania drzwi do mieszkania trzeba się trzymać za jednostką antyterrorystyczną. Po pierwsze, żeby nie przeszkadzać profesjonalistom, po drugie, żeby nie pchać się na linię ognia i nie ryzykować własnym życiem, bo to amatorstwo.

„Osoba przybrana”, czyli kto?

- Dziś znacznie trudniej realizuje się dokument policyjny niż w czasach „Prawdziwych psów”. Żeby brać udział w autentycznych akcjach policyjnych, trzeba uzyskać status „osoby przybranej”. Taka osoba, choć nie ma statusu funkcjonariusza policji ani broni, na własne ryzyko może towarzyszyć policjantom w ich działaniach.

Czym jeszcze różni się praca dzisiejszej policji od tej, z którą pracowałeś 10 lat temu, robiąc „Prawdziwe psy”?

- Zmieniły się też przepisy dotyczące dostępu do informacji niejawnych. Dlatego w ważniejszych wydziałach w komendach są na korytarzach zamontowane kamery. Kiedy współpracowałem z wydziałem zabójstw komendy stołecznej, gdy rozpracowywali takie sprawy jak śmierć Michałka utopionego w Wiśle, Kredyt Bank czy zabójstwo Jacka Dębskiego, istniało ciche przyzwolenie sądów i prokuratur na ostre przesłuchania. Wychodzono z założenia, że radykalne środki są uzasadnione w sytuacji, gdy mamy do czynienia z bandytami, dokonującymi najbardziej drastycznych przestępstw. W tamtych latach liczyła się przede wszystkim skuteczność. Dziś liczą się skuteczność i przepisy.

Wyposażenie policji też się pewnie mocno zmieniło?

- Warszawscy policjanci są dziś świetnie uzbrojeni i wyposażeni. Komendant stołeczny policji umożliwił jednostce bojowej zamontowanie na ich uniformach kamer, które rejestrują wszystkie działania funkcjonariuszy podczas takiego szturmu. Jest plan, by w przyszłości obraz z tych kamer transmitowany był w czasie rzeczywistym do kwatery dowództwa, co pozwoli obserwować akcję na żywo. To pozwoli policji uniknąć zmyślonych pozwów o przekroczenie uprawnień. Często się bowiem zdarza, że przestępcy, grając na czas, pozywają funkcjonariuszy i wymyślają, jak to zostali poturbowani. Zarejestrowanie akcji kamerą weryfikuje, czy miało miejsce nadużycie, czy nie.

Policjanci wciąż tyle piją?

- Kiedyś w policji nie istniały wentyle bezpieczeństwa. Nie było siłowni, gdzie policjant mógłby się zresetować. Psycholog też był niemile widziany - policjanci się wstydzili, bo zaraz by zaczęto mówić, że ktoś jest niestabilny emocjonalnie i nie nadaje się do roboty. Dlatego najprostszym narzędziem zmycia stresu był alkohol. Dzisiejsza policja jest inna. Nie spotkałem się z tym, by ktokolwiek pił w pracy.

A mentalność policjantów się zmieniła?

- Nadal dzielą się na tych, którzy siedzą za biurkiem, i tych, którzy pracują „na ulicy”. I jedni, i drudzy są profesjonalistami w swoim obszarze działań. Spotykam wielu świetnie wykształconych policjantów, którzy nie zamykają się na otaczającą ich rzeczywistość i nie postrzegają wszystkiego przez pryzmat „swojego ogródka”. Czas policyjnych patologii z początku lat 90. jest już dawno za nami. Problemy policji z początku lat 90. miały miejsce w dużej mierze dlatego, że wyrzucono dawnych funkcjonariuszy milicji. Starzy policjanci opowiadali mi, że dawniej, kiedy zaczynali pracę, na jednego młodego przypadało siedmiu starych, którzy go uczyli fachu. Gdy zwolniono większość funkcjonariuszy milicji, na jednego starego zaczęło przypadać siedmiu młodych. Między innymi to doprowadziło do eskalacji przestępczości w latach 90. Bo żeby być dobrym w operacyjnej robocie, trzeba spędzić na ulicy kilka dobrych lat. I policja potrzebowała tych lat na wykształcenie nowej kadry fachowców. Dziś spotykam drugą i trzecią generację „operacyjniaków” z krwi i kości. Miło jest popatrzeć na młodych policjantów, którzy są na początku służby i nie są już w żaden sposób obarczeni poprzednim systemem. Kiedy się z nimi spotykam, pijemy kawę, a nie alkohol. Kiedyś to byłoby nie do pomyślenia (śmiech). A dziś są przepisy, papierologia i ISO...

Najwyraźniej nie chcesz podpaść policji, z którą współpracujesz. Nie wyciągnę od ciebie nic, co by ją obciążało.

- Wiesz, ja mam dużo szacunku do polskich policjantów. Ich praca dotyka rzeczy ostatecznych w naszym życiu. I to nie jest z mojej strony żadna propaganda. W ostatnich latach nasza policja naprawdę bardzo się zmieniła. Pod wieloma względami prezentuje najwyższy poziom. Na przykład antyterroryści z Wydziału Realizacyjnego KSP wyprzedzają profesjonalizmem podobne jednostki z wielu krajów, czego dowodem są ich wyniki na branżowych zjazdach. Widziałem ich w akcji, jak ze śmigłowca zdejmowali na środku autostrady gang złodziei w skradzionych samochodach pomiędzy setkami postronnych ludzi. Wyglądało to jak scena z amerykańskiego filmu. Mistrzostwo świata. Te chłopaki mają znakomitą zaprawę w boju, w ostatnim roku mieli ponad 400 realizacji, co mówi samo za siebie. Polskie „prawdziwe psy” są dziś naprawdę bardzo zdeterminowane. Z otwartymi głowami. Z poczuciem humoru. Bardziej umocowane w realnym świecie.

Najbardziej niebezpieczna akcja, w jakiej brałeś udział?

- Działania policji sprowadzają się do tego, bo ograniczać niebezpieczeństwo. Jednostka bojowa ma zadanie zatrzymać bandytę, zanim przyjdzie mu do głowy, żeby sięgnąć po broń. Zazwyczaj w ciągu 3-5 sekund od wywalenia drzwi pacyfikują całe mieszkanie. To jest jeden wielki huk, krzyk, adrenalina, pacyfikacja. Praktycznie nie zdarza się, by przestępca wyszedł podczas takiego szturmu choćby centymetr za łóżko. Każda akcja, gdzie jest wysyłana jednostka bojowa z Wydziału Realizacyjnego, wiąże się oczywiście z ryzykiem. Bo nie wszystko można zaplanować, przewidzieć. Raz spotkaliśmy się z sytuacją, gdy handlarz kokainy zamontował sobie absurdalnie szerokie, nienaturalnie wzmocnione, stalowe drzwi, które miały ponad 15 cm grubości. Nie można było ich wyważyć taranem ani łomami, więc policjanci strzelali do nich bez przerwy przez dobre 5 minut. Padło kilkadziesiąt strzałów ze strzelby gładkolufowej. Jedna z łusek po pocisku, wciąż rozgrzana, wpadła mi w kaptur. To obrazuje, że realizując „Ciemną stronę miasta”, rzeczywiście byłem blisko z kamerą.

A najbardziej wstrząsająca?

- Jest wiele sytuacji, które rozwalają człowieka na kawałki. Kiedyś byłem u kobiety, której mąż wziął dwójkę dzieci i spalił się z nimi w samochodzie. Zaprowadziła mnie do pokoju, gdzie nadal miała ich mleczaki, zdjęcia USG, zabawki. Płakaliśmy wszyscy. Operator, dźwiękowiec, ja. Po trzech minutach od wejścia do tego pokoju byliśmy po prostu rozwaleni.

Coś jeszcze tobą tak wstrząsnęło?

- Niedawno zajmowałem się sprawą, gdzie mąż wynajął dwójkę morderców, by udusili żonę pod jego nieobecność. Klasyczne zabójstwo na zlecenie. Wcześniej, przez kilkanaście lat, ten facet znęcał się nad żoną. Wsypywał jej sól do pochwy, zatruwał pastę do zębów środkiem żrącym do czyszczenia sedesu. A wszystko działo się na fajnym osiedlu na warszawskim Ursynowie. Ta kobieta latami szukała pomocy w różnych instytucjach i nigdzie jej nie dostała. Gdyby ją otrzymała, potworna historia skończyłaby inaczej. Myślę, że wszystko, co oglądamy, zostawia w nas ślad. W Google'u w ostatnich latach zatrudniano osoby, które miały za zadanie wynajdywać strony z zabójstwami, pedofilią i wszelkiego rodzaju okropieństwami, by je blokować. Po roku pracy ci ludzie lądowali u psychiatry. Takie doświadczenia zostawiają nieodwracalne blizny na psychice.

Ty też masz takie blizny?

- Oczywiście. Nie da się być biernym obserwatorem takich zdarzeń. Te wszystkie historie mnie kształtują, zostawiając we mnie swoje piętno. Nietzsche uważał, że ”jeśli spoglądasz w otchłań, ona spogląda również w ciebie”. Widziałem w życiu kilka rzeczy, których nie chciałem zobaczyć. Zostaną mi w głowie na zawsze. Gdybym mógł wybrać ponownie, wolałbym ich nigdy nie widzieć.

Jakie to rzeczy?

- Na przykład nigdzie nieopublikowany materiał, który mój znajomy reżyser dokumentalista przywiózł z Czeczenii. Czeczeńcy złapali kilku rosyjskich żołnierzy i pokazali mu, jak się podrzyna gardła bagnetami. Śmierć młodego żołnierza dźganego kilkanaście razy bagnetem trwała ponad trzy minuty, w trakcie których płakał, błagał o litość. Czeczeńcy zarzynali go powoli jak świniaka i robili to z tak potworną beznamiętnością, jak gdyby była to czynność typu podlewanie kwiatków. Nie widziałem czegoś podobnego w żadnym filmie. Żadna scena zabójstwa nawet się nie zbliżyła do takiego ukazania śmierci.

To po co to oglądałeś?

- Sam nikogo nie zabiłem. Obejrzałem to, żeby zobaczyć świadome przeżywanie śmierci przez mordercę i ofiarę. Myślę, że kiedyś na podstawie tego nakręcę scenę w filmie. W młodości chciałem wszystkiego próbować na własnej skórze. Gdy miałem 24 lata, przeżyłem strzelaninę w Radomiu. Biegłem bez kamizelki kuloodpornej, pomiędzy policjantami strzelającymi się z uciekającym gangsterem, który ściągał haracze. Pamiętam, że nie czułem wówczas strachu, tylko ekscytację. Patrzyłem na siebie gdzieś z boku i byłem zachwycony, że doświadczam sytuacji niedostępnej dla większości ludzi.

Masz dziś mniejszą odporność?

- Przed laty niewiele rzeczy mnie ruszało. Robiłem materiały z pedofilami, w środku nocy jechałem z matką zamordowanego dziecka na miejsce zbrodni i kręciłem wywiad, po którym ona lądowała w zakładzie psychiatrycznym. Myślałem, że jestem odporny na tego typu emocje. Teraz, gdy sam mam dziecko, jestem na podobne sytuacje wyczulony. Gdy wchodzę do domu, gdzie facet ma przyklejony pod łóżeczkiem dziecka odbezpieczony pistolet, a w zabawkach malucha poukrywane narkotyki czy wreszcie na koniec próbuje w pieluszce dziecka idącego z babcią na spacer ukryć pieniądze, to kompletnie mnie to rozwala. Okazuje się, że pokój pomalowany w chmurki i postaci z kreskówek nie jest zwykłym pokojem, a matka dziecka zdawała sobie sprawę, czym się zajmuje jej partner. To mnie przygnębia, bo doskonale rozumiem tych przestępców, gdyż sam miałem awanturniczą przeszłość i kilka razy mogłem skończyć w więzieniu.

Zmieniłeś się?

- Rodzina równoważy mężczyznę. Nie poszukuję w życiu adrenaliny. Przestałem nawet jeździć sportowymi samochodami. Chyba przeżyłem już wystarczająco dużo intensywnych rzeczy jak na swój wiek.

Może ta adrenalina nie jest już tak świeża, ale chyba wciąż ją czujesz?

- Różnica polega na tym, że już jej nie szukam. To, co mnie teraz fascynuje, to wędrówka w głąb człowieka i tajemnica życia, która się w nim kryje. Posługując się przykładem z „Ciemnej strony miasta”, bardziej mnie kręci rozmowa z mordercą niż kręcenie pościgu ze strzelaniną (śmiech). Rozmawiając z najgorszym zwyrodnialcem, próbuję go zrozumieć i odnaleźć w nim jasną stronę. Bo nikt nie jest do końca dobry ani zły.

Przeżyłeś tsunami w Tajlandii, wojnę domową w Kenii, awarię samolotu, uliczną strzelaninę w Radomiu, o której wspomniałeś. Nie przyciągasz też już katastrof?

- Zmieniłem całkowicie swoje życie. Dom, pracę, kobietę, zdrowie, duchowość, ciało. Teraz jestem po jasnej stronie mocy i przyciągam dobre rzeczy. Ale to temat na zupełnie inną rozmowę...



Patryk Vega. Reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Ostatnio zrobił serial dokumentalny pt. „Ciemna strona miasta” dla Polsat Play, a jesienią do kin wchodzi jego nowy film „Służby specjalne”, w którym zagrają m.in. Olga Bołądź, Andrzej Grabowski, Jan Frycz, Eryk Lubos, Agata Kulesza i Kamilla Baar. Patryk Vega wyreżyserował m.in. „Kryminalnych”, „Twarzą w twarz” czy kultowego „PitBula”. Sięga też po komedie romantyczne takie jak „Ciacho”, „Last minute” i „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”.

Angelika Swoboda. Ekspert show-biznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,1385 ... tml#TRwknd

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”