Ale jednym z elementów tego artykułu o karze jest zapis, że tylko zgłoszony zawodnik może odbyć karę. Bereszyński zgłoszony nie był, więc kary nie odbywał - wszystko w myśl przepisów. Trzeba byłoby udowodnić, że odbywał karę, ale żeby ją odbywał, musiałby być zgłoszony, więc trzeba byłoby udowodnić, że zgłoszony był, przy czym wiemy, że nie był. Nie da się inaczej tego ominąć jak na moje, choć prawnikiem nie jestem.czarny samael pisze:Tylko, że w tym rozumieniu trzeba będzie starać się udowodnić, że Bereszyński brał udział w meczu poprzez odbywanie kary
Fakt jest taki, że kara, o czym chyba już wspominałem, jest jak dożywocie za zabójstwo w obronie własnej, bo niezależnie od sytuacji jest jednakowy wyrok. Jak wiemy wina winie nierówna, wystawienie Beresia, zresztą będące wynikiem idiotycznej pomyłki (bo pauzował, ale niezgodnie z przepisami), przy stanie 6-1 jest tak samo karane jak wystawienie kluczowego zawieszonego piłkarza na cały mecz, by uniknąć odrobienia strat przez rywala (np. gdyby Legia wygrała 5-1, ale straciła Kuciaka, a w rewanżu wystawiła go, on by obronił siedem setek, a Celtic wygrałby 2-0, to mimo że być może on się przyczynił do tego, że Celtic strat nie odrabia, Legia awansuje, bo walkower to 0-3)... Nie ma taryfikatora, więc ten przepis jest cholernie sztywny, przez co czasem wbrew duchowi gry (bo wiadomo, że Legii awans się po prostu należał, sportowo wygrała, przegrała przez papierki)...



