Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Morrow » 05 paź 2014, 15:35

Są bardzo ważne 3 punkty i to w dodatku zasłużone choć II połowa a zwłaszcza końcówka pozostawiały wiele do życzenia. Niech da do myślenia, że nie byłoby tej wygranej gdyby bez kosmicznych parad i obronionego karniaka De Gei.

W pierwszej połowie bardzo fajnie, szukanie gry z przodu, próby ciekawych rozegrań, dużo walki z naszej strony na boisku, to mogło się podobać. Karniak przez gapiostwo Shawa i mógł być remis, na szczęście De Gea był tym pierwszym, który wybronił Bainesa. W końcówce niepotrzebne nerwy i chaos, po raz kolejny zresztą. Jak wiemy, że zbliża się koniec i wygrana może się wymknąć kolejny raz głupiejemy.

Rojo i McNair poprawnie do pewnego momentu ale nie mieli wcześniej wiele do roboty. W końcówce jak ich przyciśnięto zaczęli się trochę motać. Bardzo fajny mecz Rafaela, kolejny zresztą. Jak nie jest połamany to jest kozakiem na swojej pozycji. Shaw chimeryczny, bardzo dobre momenty i pewną grę na tyłach przeplatał z głupim karnym i zawalonym kryciem Naismitha przy bramce. Podobał mi się dzisiaj Blind, chłopak jeździł na dupie, miał chwile kiedy brał na siebie ciężar rozegrania. Ma dużo do poprawy, w defensywie Carricka raczej nigdy nie przeskoczy, strzały też mógłby poprawić ale daje nam sporo mobilności na swojej pozycji. Valencia przyzwoicie, nie zagrał nic wielkiego ale ogarniał na swojej pozycji.

Kolejny znakomity mecz Di Marii. Gość spełnia oczekiwania i gra jak prawdziwy crack. Bierze na siebie odpowiedzialność, strzela i asystuje. Nie spodziewałem się, że może być aż tak dobry. Póki co jeden z najlepszych piłkarzy całej ligi w tych pierwszych meczach. Zobaczymy jak dalej będzie z formą i zdrowiem.

Falcao jeszcze nie jest w topowej formie ale fajnie, że trafił. Szuka gry, walczy, będzie z niego pożytek. Robin dalej jest cieniem siebie z 2012/2013. Niby się stara ale brakuje tego pierwiastka zajebistości. który miał wtedy.

Słaby dziś IMO Mata. Gość dostał szansę i w sumie nic nie pokazał poza tą przytomną asystą. Łatwo tracił, znikał na długie momenty, nie brał na siebie żadnego ciężaru, nie podejmował ryzyka kiedy mógł, z kolei bawił się w kółeczka kiedy nie powinien. Grając na 10 należy wymagać więcej.

Beznadziejne wejście Fellainiego. Belg wraca co prawda po kontuzji ale dzisiaj wyglądał jak gość wyciągnięty z innej bajki. Biegał tylko bez celu za piłkarzami Evertonu, nic nie dawał zespołowi a w momentach kiedy powinien walczyć w obronie człapał w miejscu i odpuszczał przeciwników. Strasznie to wyglądało mimo, że był krótko na boisku.

Trzeba też przyznać, że LVG ma jaja. Wynik był na styku a on puścił Blacketta i Wilsona + niepewnego Fellainiego. Opcji co prawda wiele nie było ale to były odważne zmiany, zespół po nich trochę siadł i mogły bardzo drogo kosztować. Wilson spowodował faul, po którym cudów dokonywał De Gea, Blackett był wymuszony kontuzją Shawa ale o mały włos do spółki z Rojo dali wyrównać Osmanowi. Mimo wszystko plus dla Holendra, że nie boi się stawiać na dzieciaki. Tego od niego oczekiwałem i dlatego tak bardzo zaniepokoiło mnie oddanie Welbecka (dalej mam o to żal..). Mimo to dobrze wiedzieć, że nie boi się zaufać dzieciakom ze szkółki bo to się wpisuje w tradycję tego klubu i powinno zaprocentować w przyszłości.

Wróć do „Anglia”