Manchester City - Crystal Palace 3:0
o ile w pierwszej połowie większą aktywność wykazali przyjezdni, bo to oni mieli więcej okazji na zdobycie gola (z szans City na większą uwagę zasługuje jedynie sytuacja Zabalety z 41. minuty), tak w drugiej przebieg rywalizacji był już pod dyktando faworyta. W jedenastce Pellegriniego nie było napastnika, ale nie przeszkodziło to na drodze do zdobycia trzech goli. Wynik nie do końca odzwierciedla ogół pojedynku, bo goście mogli się pokusić o strzelenie przynajmniej tego jednego gola (z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że nie mieli jakiejś stuprocentowej okazji, także nie było tak, że gospodarze znajdowali się w opałach i gdyby nie Hart, to skończyłoby się porażką. Nic z tych rzeczy), ale na pewno potwierdza fakt, że jeden zespół toczy bój o mistrzowski tytuł, zaś drugiemu zależy jedynie na utrzymaniu się w lidze. Wśród gospodarzy najbardziej wyróżniali się Silva oraz Nasri, nieco słabiej wypadł Milner, natomiast Yaya Toure zanim strzelił swojego gola, oddał kilka zawstydzających uderzeń, posyłając piłki w kierunku najwyższych trybun. Postawa obrońców bez zarzutu, Kolarov ledwo wrócił, a już widać, że łatwo Clichy'emu miejsca nie odda, tak samo Demichelis bez większego problemu zastąpił kapitana drużyny.
Widać, że Obywatale najgorsze w tym sezonie mają już za sobą. Kryzys minął, zaczęli seryjnie wygrywać mecze i aktywnie uczestniczą w wyścigu po mistrzostwo.



