Racja. Zresztą cały występ zwieńczył odpuszczeniem Skrtela przy golu.Luminos pisze:Powtórzę się - dla mnie największą tragedią w Arsenalu był Chambers. Ani odbioru ani przyjęcia ani celnego podania. Na wyprowadzanie piłki nie dało się patrzyć.
Mecz trochę rozczarował, bo nawet jeśli mówić o dramatycznej końcówce, to przecież biorąc pod uwagę realia ligi angielskiej, nie jest to żadna nowość. Co jak co, ale na Wyspach, gdy przez ostatnie 20. minut jedna z drużyn goni wynik (zwłaszcza na własnym obiekcie) to jest emocji co nie miara. Nie inaczej było dzisiejszego popołudnia.
Jeśli chodzi o Rodgersa, to przynajmniej po wyrównaniu nie szalał jak głupi. Widać, że jest świadomy tego, co się dzieje, że ten remis nie przenosi Liverpoolu na szczyt tabeli, a taką postawę przybierał np. Moyes, dla którego właściwie byle co stanowiło powód do euforii. Zobaczymy, ja Irlandczyka jeszcze bym do końca nie skreślał. Przeliczył się - to fakt. Nieumiejętnie przygotował zespół do tego sezonu, nierozsądnie wydał pieniądze, nie potrafił zbudować drużyny tak, aby zapomnieć o Suarezie. Jednak Brendan wydaje się być ogarniętym, inteligentnym facetem, po prostu teraz trochę się pogubił, musi zwalczyć presję (do tej pory nie prowadził tak wielkiego klubu), ale myślę, że z czasem stanie na nogi.
Tylko niech więcej nie cuduje z jakimiś Lovrenami, bo to kpina. Jak już chce stawiać na Skrtela, to niech da mu przynajmniej Toure u boku.



